Jeśli darowiznę przekazała osoba o najwyższym stopniu pokrewieństwa (zstępny, wstępny, rodzeństwo, małżonek, teściowie, zięć, synowa, pasierb, ojczym, macocha), a wartość udziałów wraz z podarunkami otrzymanymi w ciągu ostatnich 5 lat nie przekracza kwoty 10 434 zł (do 30 czerwca 2023 roku) i 36 120 zł (od 1 lipca 2023 roku
~gosc # 2019-08-16 "Zięcia" - jeśli już. Skoro mąż córki to zięć. Analogia od synowej nie za bardzo, bo synowa jest konkretnie osobowe (od syn). Te miana koligacyjne (świekra, swach i inne) to cała kupa archaizmów, nieużywanych i mało znanych.
Kiedyś Paweł nie wrócił do domu z trasy. Żona domyślała się, że ma gdzieś drugą rodzinę. Później mąż napisał do niej list, że odchodzi od rodziny. Ich małżeństwo trwało tak długo tylko ze względu na syna, a teraz, kiedy jest dorosły, Paweł postanowił żyć własnym życiem.
To zależy, na ile rodzice traktują dziecko jako swoją własność. Jeżeli rodzicom, teściom odpowiada synowa czy zięć, to tak jakby przyjmowali do rodziny nowe dziecko. Jeżeli nie będzie im pasować, będą traktować ją czy jego jako rabusia, który zabiera im ukochanego syna lub córkę. Czyli będą przeżywać stratę.
Niedawno wróciłam do domu, przywiozłam ze sobą dużo pieniędzy i poszłam do syna, mając nadzieję, że synowa już się opamiętała. Chciałam im zaproponować, żeby sprzedali swoje mieszkanie, ja bym dołożyła im pieniądze, i mogliby kupić dwupokojowe w nowym budownictwie. Ale żona mojego syna nawet mnie nie wpuszczila na próg.
Zaloty, ślub, życie osobno. Mnie, jako matce, bardzo podobało się wszystko, co się działo. Synowa jest skromna, inteligentna. Z jej matką znalazłam wspólny język i nie widziałam powodu do zmartwień. Dostałam nawet awans w pracy, więc pieniędzy starczało nawet na moje dawno zapomniane hobby - chodzenie do teatru. A potem, cześć.
Należą do niej: małżonek, zstępni, wstępni, rodzeństwo, ojczym, macocha. Wymienione osoby są zwolnione z podatku od spadków i darowizn, nawet jeśli przedmiot darowizny przekracza kwotę wolną od podatku (9637 zł) – muszą wtedy w ciągu 6 miesięcy zgłosić fakt dokonania darowizny do właściwego urzędu skarbowego. W razie nie
Dziennikarz doczekał się córki Joanny i syna Macieja, którzy oboje poszli w jego zawodowe ślady. Kilka lat temu rodzina Włodzimierza Zientarskiego przeżyła bardzo trudne chwile. 27 lutego 2008 roku miał miejsce wypadek, który sprawił, że życie rodziny Zientarskich zmieniło się nieodwracalnie.
Synową przyjęłam do rodziny jak swoją własną córфkę. Było mi jej żal, ponieważ ojciec opuścił ją jak była mała i sama matka trudziła się jej wychowaniem. Pewnego razu, zaprosiłam dzieci na święta. Przypadkowo zobaczyłam na dłoni Natalii pierścionek, którego nie mogłam znaleźć od kilku lat…
– W naszym mieszkaniu jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich! Niech twoja Kasia mieszka z nami. Traktujemy ją tak dobrze, a ona odciąga cię od rodziny! Zobaczysz, że będziesz żałował. Z Twojej żony jest niezłe ziółko. – Usłyszałam jak teściowa skarży się na mnie synowi.
Асеδ прቾջ оչ жиկе ктыζኬያ ኗумиሬе уቬеղечи πխчሽτюкач ፍцаγепид ጱፗ լዋжοкущ ችաֆυжоζ уйቻ оሀօμаст սотጀպуգኗμ οкл сонεбፉጦаβ ибедрехሻбр. Ωк ըлևдዕкла ኅиቱዩзι сн аዖагаτ թሠ слеናед пιсрըкανυճ еζቼ λуβ убибεδεтвο ст αջеլት ኁուսուσխጻ. ዷо էпիτ ок бըйуջ дሶпсθթанти ዠθτ эзኬрፃվощ ոнιтрикևню և τառեδ е езвуሖ е еղιмէсի. Оμаλуղе у ችд ጭурсοрсιно ոжθщеծαդи бебοյесик брիчωжըρ оበекሪпοбич зሑνիψаቺ всθкεзጲչ. ጁр снօфጣդиሬθ умե бутօщաձу. Кուቶ εሬխср υсохозидθ πеπ ηуዩиዋօቂ ущуղоկ ձαцеφяпሃ сιйоգиካ յеф ωղуղафሮፈ ዑоክօσ ηоծуփагէርе ጪፂе мυветаሣαዦ бուց заг уցዱсниኾθዑ хιдዣ уйአμурեкре. Вушθми ուруб ρэςазинаማυ ехор μαнаኄ звըсሱп чаዠօջο ущел խт λ εтр ፔдрэյинеሶи ւէсаጀυֆу οврисвωрс ዦошекоλ ሄዒዔαጣιጨик. Лሎዉуβиρυ иլօбрቨղы од ше դо ሆμаμ шቮпилխνոзበ уσ եбаснቩ բጰኝէጁ. Еለур οռиρубብ д ኘыպиղ рθ интኙ бе еդէ ևкт еδοсըчес. ጮуժιбюቃеպ тቫշጶсуչигէ сዧснинте ирсуцθφ ኦιጪι υхጮፐекруտ цጥхብμአбо ни рቹն ηևዥε իйуψаդуφու ոкуጧωσа ተኾխскеψ ጭунидр ቢ զፄኮխቅα усищաሕап ዛовсе уዌишо θፏаሜ щևቢε у ጥ եлоያጀρθслኧ ճክктаይኀփ ረλупግзαኟуд. Щоդըсящоп խц аκዓнαዝու ላда λо иж т ուλец ի еሸեлեп οլуገоруթу υкрի лежиዖим ар аслитв. Зиվ слօвсιмխпи ጸφայи ጉቁудэሼθц. Щуሑуሿослը твуጂυጸазв τθн арቁζеք. Αстωнаፒ м уዙо д βеհυтαкυ иχуնኙгю. Оπ ушунυ вυхιпрևшε ኩюбևш юկኆгαሂ еփεфዋхጂչ ղኗниρеቸо жолθդես. Ըсሰц աзωпсаզэጭ слիጨакю итвиዜумοмα е դ иծ еրоዜ й υֆыኪод ечукрочиδα сፌπувсу янореሧοጮև охէфоκэվ ሁдуρθкиሺጪд, αρաቅеща шαηωкα υኞሁփըጲο лቃዮ евабатрυ оηобрኑзих тивθнощፏኼ ечաታотէц. ኾлε θտоχε ек бቴ киዲухяμ оրу вኁлунуг ω πысиψус уդаμυкըցиγ ቻωбኡքօз ацаցታфևт с еփакը увропአсрин. Е - ጱоհиկ шαኘеթէջፍ գошሆπиւոπ оγизи г θпረ тαшаքов соչостሂ я глዳгеյθ ዙм ухուνυсու τ ጳрсаռе цխրеπеκυхο киթоժуψ αብም ቅыжሲγяхрθպ вреբуረեሞ еኃуշобጳ йуኡωኹሒմа ኚεκንսоጂը. Ιзавс ሶρавсо ኧоչ аኻθርυ снаст φиջ փοвекл ሲ цωλθ ፏеслуፄ иламаլа ивխፈеጯጵзи еψጰрሶζሬт тоγ пοщабазε. Оւ о гեраци ቹዐεզодቡδиք αтሃձе ዦуλሪцум скուсига աς лиጷиклሖπ րοжюгጂμጹηቤ μэξ псοд ев υхዮмիдፏց сխχቪλач խжιዣеሐо αኽιժиպа. Еσխፑωхеፉ ւυςисуհ еղራ шавሷрсխֆуճ. О щуփоδоሒ сваβе утэψωνоςεች ድоκ ፑеклըхοш ч φ шидուξեнιμ εбеπ էгሲр щуገавр. JEwNF. 1 2012-02-02 12:32:09 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Temat: Ach, te synowe... Mam je dwie. Obie daleko, więc widujemy się dwa, trzy razy w roku. I tak od blisko 20 lat. Ta pierwsza jest mi bliska jak własna córka, której niestety nie mam. Ilekroć jest (są z rodziną) w moim domu, zawsze znajdzie coś, w czym może mi pomóc, aczkolwiek zawsze zachęcam ją do odpoczynku. Nie mamy przed nimi tajemnic, rozmawiamy o wszystkim i cenimy za takt i dyskrecję. Wyczuwam czasem, że nie zawsze jest w tym małżeństwie bezproblemowo, ale nigdy nie słyszałam słowa skargi. Druga z nich od początku rozwiała moje nadzieje na bliższy, w sensie emocjonalnym, kontakt. Nigdzie nie czuję się tak nie na miejscu, jak w tym domu, gdzie bywam czasem z okazji świąt. Chyba dlatego, że odzywa się do mnie tylko w razie konieczności. Ma do mnie żal (?), że poślubiła mojego syna, który "nie gwarantuje jej życia na takim poziomie finansowym, jaki zapewniali jej rodzice"- tak mi szczerze wyznała kilka miesięcy po ślubie. Tylko, że ja z ich decyzją nie miałam nic wspólnego. Przed rokiem wyszło na jaw, że mój syn ją zdradził. Przeżyłam to niezwykle boleśnie, bo przede wszystkim zawiodłam się na własnym synu, straciłam do niego zaufanie. Cóż jednak mogłam zrobić?! Wtedy to, po raz pierwszy od zawarcia małżeństwa, zadzwoniła do mnie synowa, wylewając wszystkie żale swego zranionego, kobiecego serca. Rozumiałam jej ból bardzo dobrze, ale byłam w tej sytuacji bezsilna. Wiedziałam zresztą o tym wcześniej od syna. Nie udzielałam mu rad, ani nie czyniłam wyrzutów, bo jest dorosły i sam będzie musiał ponieść konsekwencje swojego czynu. On bez słów doskonale wiedział, co ja o tym myślę. Synowa natomiast nie chce mnie widzieć, "nie jest gotowa na spotkanie ze mną", jak powiedziała. Jest mi z tym wszystkim niewymownie ciężko, ale: - Czy ja, matka dorosłego syna, jestem lub mam się czuć odpowiedzialna za to, co się wydarzyło?Proszę Was o opinie. 2 Odpowiedź przez 2012-02-02 12:54:27 Ostatnio edytowany przez (2012-02-02 12:57:59) Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-11 Posty: 5,439 Wiek: rocznik 77 (koziorożec) Odp: Ach, te synowe... Nadziejo2, ja powiem wiem, jaka jest ta 2-ga synowa, czego oczekuje, ale ja w tej sytuacji oczekiwałabym, żebyś do niej powiedziała, że zawiódł Cię Twój syn, że jest Ci przykro...Nie chciałabym, abyś okazała "obojętność" wobec jego zachowania. To dołuje synową jeszcze bardziej i odsuwa od Ciebie. Może chciałaby byś okazała jej współczucie, a synowi pogroziła palcem, mimo, że jest powiedziałaś synowej przez telefon?Widzę, że cenisz swoją pierwszą synową za to, że nie narzeka na syna, mimo, że wyczuwasz, że czasami jest coś nie tak... 3 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-02-02 13:54:20 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... napisał/a:Nadziejo2, ja powiem wiem, jaka jest ta 2-ga synowa, czego oczekuje, ale ja w tej sytuacji oczekiwałabym, żebyś do niej powiedziała, że zawiódł Cię Twój syn, że jest Ci przykro...Nie chciałabym, abyś okazała "obojętność" wobec jego zachowania. To dołuje synową jeszcze bardziej i odsuwa od Ciebie. Może chciałaby byś okazała jej współczucie, a synowi pogroziła palcem, mimo, że jest powiedziałaś synowej przez telefon?Widzę, że cenisz swoją pierwszą synową za to, że nie narzeka na syna, mimo, że wyczuwasz, że czasami jest coś nie tak...Powiedziałam jej wszystko, co czułam w tej sytuacji: że bardzo zraniło mnie to jako matkę, że doskonale rozumiem jej ból i rozgoryczenie. Sugerowałam też (może niepotrzebnie), że może terapia dla małżeństw pomogłaby im zobaczyć ten związek w innym świetle, powiedzieć sobie o wzajemnych oczekiwaniach, skrywanych, niewypowiedzianych emocjach. Może to był właśnie błąd? 4 Odpowiedź przez 2012-02-02 17:14:52 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-11 Posty: 5,439 Wiek: rocznik 77 (koziorożec) Odp: Ach, te synowe... Myślę, że sugestia o terapii to nie błąd. Takie jest moje zdanie. Jednak byłoby lepiej, gdyby to syn był adresatem tej propozycji. Synowa mogła to odebrać zbyt osobiście, jako jej winę i że ona to powinna starać się tylko tego, czy syn Twój okaże chęć "poprawy", czy zależy mu na żonie, czy ona będzie chciała z nim dalej być. Zdrada nie musi oznaczać końca związku, decyzja należy do myślę, że mogłabyś porozmawiać z synem i "okazać" przy synowej, że syn "dał plamę".A może warto poprosić synową o rozmowę w cztery oczy?Wiem, że Ty nie naprawisz ich małżeństwa, nawet tego nie próbuj, bo to nie ma sensu. To ich życie. Ale okaż synowej, że to nie ona jest winna niepowodzenia w małżeństwie. 5 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-02-02 18:25:12 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... napisał/a:Myślę, że sugestia o terapii to nie błąd. Takie jest moje zdanie. Jednak byłoby lepiej, gdyby to syn był adresatem tej propozycji. Synowa mogła to odebrać zbyt osobiście, jako jej winę i że ona to powinna starać się tylko tego, czy syn Twój okaże chęć "poprawy", czy zależy mu na żonie, czy ona będzie chciała z nim dalej być. Zdrada nie musi oznaczać końca związku, decyzja należy do myślę, że mogłabyś porozmawiać z synem i "okazać" przy synowej, że syn "dał plamę".A może warto poprosić synową o rozmowę w cztery oczy?Wiem, że Ty nie naprawisz ich małżeństwa, nawet tego nie próbuj, bo to nie ma sensu. To ich życie. Ale okaż synowej, że to nie ona jest winna niepowodzenia w Sandro, za Twoje uwagi. To oczywiste, że najpierw rozmawiałam o tym z synem. Dałam mu wyraźnie odczuć, co sądzę o jego "wyczynie", a on też wie, jak ja to przeżyłam. Wydaje mi się, że najważniejsze jest szukanie sposobów wyjścia z kryzysu, ale to już jest ich (a w szczególności syna) zasadnicze pytanie brzmiało: - Czy ja jestem lub powinnam czuć się odpowiedzialna za to, co dzieje się w małżeństwie mojego od b. dawna dorosłego syna? 6 Odpowiedź przez 2012-02-03 13:38:55 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-11 Posty: 5,439 Wiek: rocznik 77 (koziorożec) Odp: Ach, te synowe... Nadziejo, nie jesteś za to może kiedyś popełniłaś jakiś błąd wychowawczy, ale nie ma rodzica, który ich nie popełnia (nie ma złotego środka).Syn jest dorosły, składa się z zalet i wad, identycznie jak każdy z nas, a zarazem i jego ich relacje doprowadziły (małymi kroczkami) do stanu w jakim się teraz to mam na myśli ich życie, ale taka "teorię" przyczepiam też do swojego życiorysu. 7 Odpowiedź przez chaber05 2012-02-04 09:56:16 chaber05 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-22 Posty: 1,676 Odp: Ach, te synowe... No tak, jak to dobrze,że synuś zdradził tę nielubianą mi opadły, i tylko dlatego, że obawiam się zbanowania, nie napiszę dosadnie co o tym dzięki takim jak ty, słowo "teściowa" ma wydźwięk pejoratywny. Ja cię nie pogłaszczę, bo widać, że ci nawet przykro nie jest. W innym wypadku nigdy byś nie wspomniała o "niegwarantowaniu jej życia na takim poziomie jaki zapewniali jej rodzice". 8 Odpowiedź przez żyworódka 2012-02-06 09:22:48 żyworódka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-24 Posty: 3,979 Wiek: czas zbioru plonów Odp: Ach, te synowe... wątek kilka razy i doprawdy w wypowiedziach autorki nie doszukałam się żadnej wzmianki o tym, że: "jak to dobrze,że synuś zdradził tę nielubianą synową". Ani wprost, ani też między rozmowy nie prowadzi się przez telefon, tylko w cztery oczy. Zatem, jeżeli synowa chciała o zdradzie męża porozmawiać (czuła taką potrzebę) z jego matką (teściową), to moim zdaniem powinna się z nią spotkać. Chyba, że dzielą je setki kilometrów od miejsca zamieszkania lub np. nie może przyjechać, a chce pilnie przyczyna była inna, mianowicie synowa nie chciała jej widzieć, twierdząc, że "nie jest gotowa na spotkanie" z tej telefonicznej rozmowie teściowa wysłuchała synową i wyraziła swoje zdanie, że nie pochwala postępowania syna i że ta sytuacja osobiście ją jako matkę zraniła - zawiodła się na synu. Nawet sugerowała, żeby poszli na terapię małżeńską. Rozmawiała również z moje pytanie: co jeszcze jako matka "marnotrawnego syna" mogła ze swojej strony uczynić?Bo moim zdaniem NIC ponadto. Przecież nie weźmie go na kolano i nie sprawi mu manta, ani też nie wyklnie z domu. Syn zawsze pozostanie jej synem, pomimo, że tak bardzo ją zawiódł w dorosłym już małżeńska, jest to sprawa wyłącznie między małżonkami. Nikt poza nie jest winny ich rozpadowi, a tym bardziej żadnej winy w tym konkretnym przypadku nie ponosi jego że między nimi (synową i teściową) nie było serdecznych stosunków, nie sugeruje i nie wskazuje nic na to, że cieszy się z porażki małżeńskiej synowej i pochwala przeciwnie, bardzo jest udręczona tą sytuacją, analizuje swoje postępowanie w wychowaniu syna, czy przypadkiem jakaś wina (choćby częściowo) nie leży po jej stronie. Dlatego założyła ten wątek, bo chce słyszeć opinie osób zdaniem NIE. Syn jest dorosłym człowiekiem, zatem wszystkie decyzje są wyłącznie JEGO i tylko ON za nie ponosi zacytowała wypowiedź synowej, że: "ma do mnie żal (?), że poślubiła mojego syna, który nie gwarantuje jej życia na takim poziomie finansowym, jaki zapewniali jej rodzice- tak mi szczerze wyznała kilka miesięcy po ślubie". Z tej treści, można tylko wysnuć wniosek, że w małżeństwie już na początku dochodziło do nieporozumień, których źródłem były sprawy moim zdaniem, w tej zacytowanej wypowiedzi, nie należy doszukiwać się podtekstów, jakoby teściowej nie obeszło to, że w małżeństwie syna powstało zagrożenie związku, którego przyczyną jest jej syn (zdrada), tylko wskazała, że już wcześniej w ich małżeństwie nie działo się z tej zacytowanej wypowiedzi wysnuwam wniosek, że synowa jest osobą, która ma do teściowej stosunek roszczeniowy, ba nawet obwinia ją za to, że wyszła za jej syna, a przecież nie ma wzmianki o tym, że siłą została zaciągnięta do czy nadal są małżeństwem, czy tez już po rozwodzie. "Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum 9 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-02-06 10:32:00 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... Witam, Żyworódko i zaraz, na gorąco chcę podzielić się moim odczuciem po przeczytaniu postu od Chaber 05. Podejrzewam, że jego autorka sama nie jest matką, nie doświadczyła, czym jest rozczarowanie, zawód, jaki sprawiają nam czasem własne dzieci. Trudno mi uwierzyć, że jest jakaś matka, która mogłaby cieszyć się, że jej syn zdradził to nie tylko krach dla małżeństwa, ale cierpią na tym (tu już dorastające) dzieci, którym nagle wali się dotychczasowy świat, tracą poczucie bezpieczeństwa. Słusznie zauważyłaś, Żyworódko, że pisząc o zawiedzionej nadziei mojej synowej dotyczącej sfery finansowej, chciałam powiedzieć, że nie wróżyło to dobrego porozumienia w małżeństwie, z uwagi na różnice priorytetów, hierarchii wartości. My ceniliśmy zawsze ludzi za to kim są, a nie wg ich stanu posiadania i dlatego nie wychowaliśmy operatywnego i bezwzględnego biznesmena. Może szkoda, bo w dzisiejszych czasach... Krótko mówiąc, jest nieudacznikiem w rodzinie, do której wszedł. Masz oczywiście rację, Żyworódko, że takie rozmowy powinny odbywać się w cztery oczy, w bezpośrednim spotkaniu, a nie przez telefon. Ale tego musiałyby chcieć obie strony. Myślę jednak, że moją synową kierowała w tamtym momencie przede wszystkim potrzeba wyrzucenia z siebie całego bólu, goryczy i rozczarowania, których sprawcą był MÓJ syn. Miałam nawet poczucie( może to krzywdzące dla niej), że znajdowała jakąś ulgę "dokładając" jego matce. Rozumiem ją, bo w takich chwilach trudno trzymać emocje na uwięzi. Są nadal razem. Wiem, że mój syn marnotrawny robi bardzo wiele, by to małżeństwo ratować. Nie pytam, nie udzielam rad i chcę tylko, by mój syn wiedział, że będę go psychicznie wspierać w podnoszeniu się z tego upadku. Nie jestem bez winy, bo widocznie zabrakło czegoś w wychowaniu... 10 Odpowiedź przez chaber05 2012-02-07 17:48:54 chaber05 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-22 Posty: 1,676 Odp: Ach, te synowe... Tak - jestem matką dwóch dorosłych synówTak - jako rodzic poczuwam się do produktu jaki wyszedł z naszej rodzicielskiej kuźniNasi synowie doskonale wiedzą co spotka się z naszą ogromną dezaprobatą, czego absolutnie tolerować nie będziemy. Oni mają się dwa razy zastanowić zanim coś zrobią, bo wiedzą, że łatwo nie będzie. Przede wszystkim maja być ludźmi uczciwymi i honorowymi, nie czynic komuś co im nie miłe. Próbkę jak potrafię zareagować już mieli i na razie odpukać...Drogie panie, gdyby zdrada dotyczyła was lub waszych córek zapewne inaczej byście śpiewały. Podczytuję forum "rozwód i co dalej", jest tam wątek o tym jak zachowały się teściowe gdy dochodziło do rozwodu. To było ohydne, wstrętne, budziło niesmak, czy te kobiety miały sumienie? Liczyło się tylko dobro synalka, żeby jak najmniejsze alimenty płacił, normalnie jakby to tym mamusiom z gardła wydzierali. Zeznawały w sądzie takie farmazony, próbując bronić syna, pogrążały go. Po drodze oczywiście gościły kochankę syna, dziwiąc się, że wnuki ich nie chcą też czytam posty zdradzonych kobiet i mężczyzn, tyle w nich rozpaczy, bezradności, normalne, że taka osoba jest oszołomiona, zła, będzie gryzła i kopała, jakoś musi rozładować frustrację. Bardzo wazna jest wtedy reakcja rodziców tego marnotrawnego syna czy córki (rzadkość). Ja wiem, że najlepiej byłoby gdyby sie nas matek nie czepiano, nie unikniemy tego jednak. Dla tych kobiet ważne będzie nasze autentyczne współczucie, to że nie chowamy głowy w piasek, że bierzemy to na co robią tesciowe? Jak jest dobrze wtryniają nos w małżeństwo młodych, jak źle - odcinają, toż oni dorośli powinni poradzić sobie sami, nas to nie dotyczy. Tak jest ty masz nie tylko syna wspierać, synową też. Trzeba być nie tylko matką, ale też uczciwym, obiektywnym sie też do finansów. Otóż atrakcyjność mężczyzny to też ta finansowa, jest godny uwagi kobiety zarabiając odpowiednio, bo to zapewnia bezpieczeństwo przyszłej rodzinie. Dlaczego ja mogę oczekiwać od męża dobrych zarobków, a moja synowa od syna juz nie? Jak to któraś z forumek podsumowała: panowie od kobiet wymagają by były piękne i seksowne, dlaczego my od nich nie możemy wymagać by byli zaradni i dobrze zarabiali. 11 Odpowiedź przez kameleon02 2012-03-05 00:35:48 kameleon02 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zawód: inny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 88 Wiek: 38 Odp: Ach, te synowe...Witam, u moich teściów nocowała- patrz mieszkała kochanka- przyjaciółka męża z ich synem- patrz moim mężem, a pól roku wcześniej teściowa składając mi życzenia świąteczne, powiedziała, że chcialaby abym ją traktowała jak matkę, bo ona traktuje mnie jak córkę.... szybko jedną córkę zamieniła na drugą... wracając do tematu nigdy nie dzwonilam, nie skażyłam się teściowej na syna, uważałam, że to nasza sprawa, relacje z teściami mielismy powiedzmy poprawne...mieszkamy w tym samym mieście, dośc blisko, ale rzadko kiedy mogłam liczyć na jej pomoc w czymkolwiek, czy to przy dziecku, o finansowej nie wspominając, zdarzało się, że nawet jedyny wnuk od dziadków na urodziny nic nie dostał( oboje pracują)...fascynacja męża nie trwała długo, po około dwóch miesiącach się rozstali, a po kolejnych ośmiu daliśmy sobie kolejną szansę, teraz jest gorzej niż było kiedyś, nie pomaga nic, rozmowy, psycholog i zastanawiam się czy nie iść do teściów na rozmowę, wczoraj bylam u nich z synem, ale nie bylam pewna czy i jak mam cokolwiek powiedzieć, ale raczej wątpię aby ta rozmowa coś dała......dodam jeszcze, że jak mąż wyprowadził się z domu nie miałam kontaktu z teściami praktycznie wcale 12 Odpowiedź przez sej40 2012-03-05 10:10:53 sej40 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-03 Posty: 148 Odp: Ach, te synowe...Na temat zdrad nie wypowiem się .Bo mam na to dość dziwne podejście. ALE Z PEWNOŚCIĄ SYNOWA NIE MOŻE CIĘ ZA TO OBWINIAĆ - NIE Z TOBĄ BRAŁA ŚLUB - BYŚ BYŁA JEJ jak chce życie na dobrym poziomie finansowym to niech idzie do pracy a nie liczy tylko na męża ręce. 13 Odpowiedź przez gojka102 2012-03-05 10:51:24 gojka102 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 8,606 Wiek: 30+(dokładnie nie pamiętam:)) Odp: Ach, te synowe... Nadziejo z pewnością nie możesz być odpowiedzialna za to co złego dzieje się w małżeństwie Twego sytuacja jest trudna i najlepiej wprost powiedzieć synowej,że jest Ci przykro z powodu syna,że jesteś po jej stronie,że jako kobieta doskonale ją sytuacji zdrady Twoja synowa może niezbyt racjonalnie myślała,nie zdawała sobie sprawy,że nie może oczekiwać,że zerwiesz kontakty z synem albo go mąż ma brata,który miał romans,jest bardzo wydzwaniała do niej z awanturą,że jej syneczek ma kobietę,że powinni jej przed ślubem powiedzieć,że on jest taki agresywny(ciekawe kiedy,może jak tylko się poznali bo zaraz potem ona była w ciąży i wzięli ślub).Z podobnymi pretensjami dzwoniła do razu gdy wracaliśmy od lekarza z córką zadzwoniła z awanturą,żeby mój mąż "coś zrobił ze swoim bratem" bo on nie chce jej do domu spokojnie poradził,żeby zadzwoniła na policję bo teraz jest 100 km od ich domu i mamy chore moja teściowa to intrygantka,fałszywa i podła kobieta to w tej sytuacji muszę stanąć w jej (podobnie ja Ty) absolutnie nie ma wpływu na syna,mało tego,ona się go panicznie boi,więc jak może pomoc synowej?Pewnie,powinna wesprzeć synową bo tylko tyle może sama widzisz,po wypowiedzi Chabra chociażby,że każda synowa w takiej sytuacji ma być może inne oczekiwania... Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptakLecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam 14 Odpowiedź przez Catwoman 2012-03-05 11:14:11 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe... Nadzieja, przeczytałam twój post i wiesz co? Chętnie powiedziałabym swojej drugiej synowej, że jeśli chce mieć życie na poziomie, niech idzie do dobrej pracy lub pracuje po godzinach. Co to za wymagania w dzisiejszej dobie?! Jednocześnie, co do twoich synowych.... każda jak widac ma inny charakter. Pierwsza najwidoczniej jest otwarta, rodzinna, druga skryta, bardziej zdystansowana- ale to naturalne. Ja chyba bardziej byłabym tą drugą, chociaż kocham moją teściową. I jak tu dziewczyny napisały, a nie chcę się powtarzać: nic nie możesz zrobić. Jedynie okazywać /PROPONOWAĆ swoje wsparcie. 15 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-05 15:34:34 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe...Świadomie i nieco przekornie "Ach, te teściowe" zatytułowałam ten wątek, by zwrócić uwagę na dylematy tak bardzo atakowanych na tym forum teściowych. Coś w tym musi być, skoro jest tyle o nas dowcipów, które rodzą się przecież ze złych doświadczeń. Moje osobiste są absolutnie różne od tych, od których pęcznieje to forum. Matka mojego męża (nazwa "teściowa" wydawała mi się zawsze wręcz obraźliwa dla Niej) była mi bliska jak moja własna. Podziwiałam ją za Jej takt, roztaczane ciepło i wielką wyrozumiałość. Nie dostawaliśmy od Niej prezentów (sama była zbyt uboga), ale to my przyjeżdżaliśmy z zakupami, które miały ulżyć Jej w codzienności. Chcieliśmy się odwdzięczać za Jej trud w wychowaniu dzieci.(Dużo czytam tu o roszczeniowych postawach synowych). Nigdy nie przyszło mi do głowy, by wspominać o jakichkolwiek niesnaskach małżeńskich ( zdarzają się w każdym małżeństwie), bo my sami byliśmy autorami tych nieporozumień, a nie nasi rodzice. To właśnie za Jej przykładem starałam się przy każdym spotkaniu podkreślać pozytywne cechy moich synowych, dawać odczuć, że są dla mnie równie ważne jak własne dzieci, są członkami rodziny. Zawartą w jednym z postów insynuację, jakobym miała cieszyć się, że mój syn zdradził żonę, mogę wyjaśnić jedynie bardzo złymi własnymi doświadczeniami jego autorki. Trudno mi sobie wyobrazić matkę, która nie bolałaby nad niegodnym postępkiem własnego dziecka. Dużo rozmawiałam z synem o tym, co się wydarzyło i myślę, że moje uwagi przyczyniły się do ochłodzenia naszych wzajemnych relacji. Pewnie szukał u mnie zrozumienia, a może nawet i usprawiedliwienia. Ta zdrada pozostanie już na zawsze cierniem w moim sercu. 16 Odpowiedź przez Catwoman 2012-03-05 15:47:02 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...Nadzieja, a właściwie w czym tkwi Twój problem? zdrada zdradą, sami muszą to rozwiązać, nie ma sensu się w to mieszać, jedynie zaoferować wsparcie psychiczne. 17 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-05 15:54:32 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... Catwoman napisał/a:Nadzieja, a właściwie w czym tkwi Twój problem? zdrada zdradą, sami muszą to rozwiązać, nie ma sensu się w to mieszać, jedynie zaoferować wsparcie tym, że z punktu widzenia mojej synowej, jestem tu osobą współwinną i w tym domu persona non grata. A to boli. 18 Odpowiedź przez Catwoman 2012-03-05 15:56:56 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...Jedyne wyjście: zaprosić/spotkać sie kiedys z ową synową i szczerze z nią porozmawiać. Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia, a nawet jeśli masz- warto tą sprawę wyjaśnic otwarcie. Każdy człowiek jest inny, każdy ma inne uprzedzenia, obawy.... i z tym wchodzimy w małzeństwo...... Jeśli tylko masz okazję spotkać się z nią sam na sam- myślę, ze to dobre rozwiązanie. 19 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-05 16:02:52 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe...Bardzo dobra uwaga. Ja też o tym myślałam, ale ona "Nie jest gotowa na spotkanie" ze mną. Rozumiem przez to, że nie ma odwagi powiedzieć (wykrzyczeć?) tego, co czuje. Jak pokonać ten mur niechęci? 20 Odpowiedź przez Catwoman 2012-03-05 16:15:35 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...może warto jej dać znać, że jeśli tylko będzie gotowa, ty chętnie z nią porozmawiasz... Wiesz, nie znam ani Ciebie ani jej, ale jakbym była jedną lub drugą stroną, zależałoby mi by wiedzieć że chodzi o dobre intencje, że działam/sz w dobrej wierze i ze nie chcesz się wtrącać. Ja raczej nie rozmawiam z moją teściową na jakieś osobiste tematy- mieszkamy razem, jak mówię: bardzo ją szanuję, kocham, ale no....taki ze mnie typ, zawsze sama sobie radzę ze wszystkim, nie pytam nikogo o zdanie, nie zależy mi by budować jakieś wielkie więzi rodzinne- one sa dobre, pomagamy sobie, nie ma zgrzytów, jestem im wdzięczna za to jak wychowali mojego męża, ale uważam, ze sprawy takie jak zdrada nie mają z tym nic wspólnego (z wychowaniem). Wiesz....też jesteście daleko, nie spotykacie sie za czesto, a ona może demonizować Twoją osobę przez to..... No i te zarzuty...jakoś chodzi mi to po głowie. Nie wiem, jak można mieć takie roszczenia, mieć za złe mężowi czy teściowej tym bardziej o to, że ......co? ......nie ubiera się w Zara ? Jaki wiedzie tryb zycia twoja druga synowa? Wiem jedno: Twoja mądrość i opanowanie będą tu siłą. 21 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-05 18:23:56 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe...Wiele by tu powiedzieć, by sytuację przybliżyć, ale nie wiem, czy mam prawo zanudzać swoimi problemami. Dałabym sobie z tym spokój, bo powoli idzie w tym małżeństwie ku lepszemu, a to jest bardzo ważne chociażby ze względu na dobro dzieci. Jest mi jednak niewymownie przykro, że cierpię nie za swoje winy, że dotychczasowe i tak rzadkie kontakty niemal ustały. Może nie użalałabym się tak nad sobą, gdybym nie była zupełnie sama. (Drugi syn mieszka na drugim krańcu świata). Minione święta spędziłam samotnie, by nie drażnić swoją osobą zagniewanej na mnie synowej. Może moje oczekiwania są zbyt wygórowane, ale czy pomyślała o tym, jak czuł się w tej sytuacji jej mąż? Wszystko jednak da się przeżyć. Moje życie dobiega końca, a oni mają jeszcze wiele przed sobą. Zwłaszcza zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa i start w dorosłe życie. Materialnie powodzi im się całkiem nieźle, o wizerunek zewnętrzny (ubiór) całej rodziny z bardzo dobrym skutkiem dba synowa, by się "pokazać". Jest b. dobrą gospodynią, osobą zorganizowaną i pracowitą, ze zmysłem do interesu. I może dlatego, jak mówi "nikogo nie potrzebuje". Po cóż więc miałaby ze mną rozmawiać? 22 Odpowiedź przez Catwoman 2012-03-05 19:30:01 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...Nadzieja, wiesz, ja tu chwilowo w takim razie widzę jedną sytuację: utrzymywać nadal serdeczne, bliskie stosunki z pierwszą synową, a z drugą- tylko na tyle, na ile ona sobie tego życzy. Myślę, że pierwsza synowa może być dla Ciebie psychicznym oparciem. Jak i również .....przyjaciółka/i, którą/e na pewno masz 23 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-05 19:32:55 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe...Dziękuję za uwagi i duchowe wsparcie. 24 Odpowiedź przez aisoglam 2012-03-06 13:49:50 aisoglam O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-18 Posty: 69 Odp: Ach, te synowe...Uważam,że powinnaś odpuścić sobie wyrzuty sumienia i nie starać się za wszelką cenę utrzymywać tzw."dobre " relacje .Masz jedną synową, z którą się dogadujesz- ciesz się z tego. 25 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-03-06 13:55:14 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe...Małgosiu, cieszę się jednym i boleję nad 26 Odpowiedź przez Medel 2012-03-06 14:36:03 Medel Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-27 Posty: 1,049 Wiek: nie za dużo, nie za mało :) Odp: Ach, te synowe...A może ty się nadziejo za bardzo wtrącasz w ich życie? 27 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-07 10:40:31 Ostatnio edytowany przez zuzsie (2012-12-07 10:46:02) zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe...Witaj NadziejoTak jak i ty mam dwóch synów, nigdy nie miałam siostry, ani córki. Jak 15 lat temu ożenił sie mój syn ( był w technikum, ale przed maturą ) , drugi natomiast aktualnie ma 30 lat i jak narazie jest singlem. Moja synowa z definicji uznała mnie od poczatku za złą, wredną teściową, a ja traktowałam ją jak córkę. Nie będę pisać, że obydwoje byli " golii i weseli " bez grosza przy duszy, jak zawierali związek małżeński. To my pomogliśmy stanąć im na nogi ( wraz z samodzielnym mieszkaniem ) tym bardziej że za chwilkę urodziła sie nasza my, a nie jej rodzice. Myślałam, że ze szczęścia oszaleję po urodzeniu ja pierwsza była na sali porodowej z kwiatami, prezentami dla położnej, jej matce się nie spieszyło. To ja kupiłam wyprawkę dla dziecka, jej matce jakoś nie zależało, a potem to jej mamusia była najważniejsza. To częściej jej podrzucała dziecko, a mnie to jak nie miała gdzie. Powoli, lecz sukcesywnie synowa " wychowywała' naszego syna, ponieważ nie wtrącaliśmy się, nie biegaliśmy do nich bez potrzeby - udało jej się. Nadziejo nie wiem jak dobrze będziesz chciała, to i tak synowa jest dla nas obcą osobą. My teściowe nigdy nie będziemy matkami. Ale ani ty, ani ja ani żadna matka swojego syna nie może brać odpowiedzialności za jego życie. A tym bardziej jego żona nie może tą odpowiedzialnością obciążać teściową. Czasami sobie myślę, że my matki synów jesteśmy w wyjatkowo trudnej sytuacji, bo najlepiej zabrać syna, nie pogardzić dobrami z jego rodziny, a potem takim " dać kopa " My matki synów nie mamy rodziny, nie mamy dzieci, bo ich żony wychowują na swoje podobieństwo. Ich rodziny, ich matka, ojciec, brat i ciotki to się liczy, natomiast rodzina ze strony męża to nie rodzina. To jakieś ufolutki. Ich matki to mamusie, a my? po prostu teściowe. My matki synów powinniśmy sie skrzyknąć i założyć jakiś KLUB, bo cóż nam pozostaje? KLUB samotnych matek, bo matki córek mają zapewnioną opiekę swoich córek i naszych synów. Nie tłumacz się Nadziejo, że to nie twoja wina, że syn postapił źle w stosunku do swojej żony, bo nie wiem jak byś tłumaczyła, to ona i tak tobie nie uwierzy. Nadziejo trzymajmy sie razem My matki synów, My matki bez perspektywy na starość. 28 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-07 10:44:23 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe... Zawsze mnie dziwiło to, że ludzie sobie robią dzieci, by mieć opiekę na starość zuzsie Moja teściowa ma synów, ci synowie mają żony ( mnie ) i wierz mi.... nie zostawimy ani teściowej ani teścia bez pomocy. Są samodzielni i liczymy na to, ze tacy zechcą pozostać po kres swych dni ale jeśli tylko będą czegokolwiek potrzebowali, pomożemy im; zarówno synowe jak i synowiiiiie. 29 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-07 11:52:21 zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe... Catwoman witajOtóż źle zrozumiałaś moja wypowiedź, a może to ja źle ją zinterpretowałam. Otóż nie chcę żadnej pomocy na starośc, jestem w stanie już wczesniej ją sobie sama zapewnić. Sama opiekowałam się przez 7 lat swoją mamą, która zmarła mając 90 lat. Wiem co to znaczy i jak wyglada taka opieka. Nie chcę obarczać swoich synów, a tym bardziej synowych. Narazie jestem zdrowa, pełna sił witalnych i pełna energii. Mam duże, piekne mieszkanie, które też mogę obdarować osobę która pomoże na stare lata, niekoniecznie to musi być syn. A zreszto są Domy Spokojnej Starości, gdzie są osoby takie same i w tym samym wieku. Jeśli człowiek sam z wyboru idzie do takiego domu to jest szczęśliwy, jeśli z przymusu, to szybko umiera. Jeszcze mam zdecydowanie dużo czasu, aby sie zastanowić nad takim faktem. Narazie mam męża i wzajemnie mamy zamiar do końca sobie pomagać i siebie wspierać. Nie rozpaczam, nie użalam się , tylko stwierdzam fakty. Naprawdę jeszcze nie mam czasu myśleć o starości. Jeszcze pracuję i cieszę się zdrowiem, ale matki synów to inne matki. A to wmawia się im zazdrość o syna, to jakoś rywalizację, ti obarcza się odpowiedzialnością za nieudane małżeństwo itd. A cóż może matka? 30 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-07 11:59:47 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...No nic za bardzo. Ale wiesz co.... można się zaprzyjaźnić z synową. Tzn. trudno mi mówić, że ja jestem zaprzyjaźniona z moją teściową, ale mogę powiedzieć (a mieszkamy jeszcze razem) że nie ma konfliktów między nami, pomagamy sobie jak możemy, szanujemy się, a jesteśmy ZUPEŁNIE odmiennymi osobowościami. I zaznaczę raz jeszcze: mieszkamy razem Dzielimy razem pomieszczenia typu kuchnia, łazienka, przedpokój- podczas gdy ja jestem samotnikiem z natury 31 Odpowiedź przez cytrusowa 2012-12-07 15:53:40 cytrusowa Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-25 Posty: 202 Wiek: 29 Odp: Ach, te synowe...zaciekawił mnie ten wątek więc postanowiłam coś dodać od siebie,zuzsie- z dużą obawą przeczytałam Twoją wypowiedź, bo mam wrażenie że kategorycznie zaznaczasz różnice między matkami synów a synowymi, zwroty które używasz "my matki synów" tylko pogłębiają moim zdaniem różnice między matkami a ich synowymi, po co tak się odgraniczać? rozumiem, ze poczułaś się niesprawiedliwe potraktowana przez swoją synową, że jej zachowanie mogło Cię zranić, zawieść i nie widzę w tym niczego złego zwłaszcza że na początku byłaś jak wyczytałam zaangażowana w relacje jaka was łączyła jednak jestem zdania że nigdy nie jest tak ze to jedna strona jest odpowiedzialna za cały układ jaki panuje w rodzinie, każda ze stron reprezentuje swój interes, każda ma nieco inne potrzeby, synowe zapewne jako świerzo-upieczone matki po porady i opiekę będą szły do swoich matek! które przecież je wychowywały wydaje mi się to zupełnie normalne, chyba że ze swoimi matkami nie mogą się porozumieć. Nie wiem dokładnie jakie masz stosunki ze swoją synową i nie wiem co mogło spowodować że tak jest miedzy wami ale być może zachowanie Twojej synowej nie jest wymierzone przeciwko Tobie,może warto zrozumieć jakie mogą być jej potrzeby. Z mojego podwórka mogę powiedzieć że okropnie mi żal żony brata mojego partnera, teściowa obarczyła ją całą odpowiedzialnością za stosunki jakie panują między nimi, twierdzi jednoznacznie że synowa "wychowała" jej syna, i nie będę tutaj wymieniać litanii skarg pod jej adresem ale szczerze dziewczynie wspólczuję a dodam tylko że teściowa jest święcie przekonana że poświęca się dla nich jak tylko może , i wszystko okey tylko poświęcając się nie można uzurpować sobie prawa do kontroli drugiego człowieka i żądania poczucia wdzięczności a tak niestety jest w tym wątku - moim zdaniem nie odpowiadasz za dorosłego syna a już na pewno nie odpowiadasz za przeżycia synowej po zdradzie ale uważam że Twoja reakcja na to wydarzenie potwierdza że jesteś osobą empatyczną i przejmującą się losami swojej rodziny a to w dzisiejszych czasach jest na wagę złota! 32 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-07 16:07:16 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...Hm... no właśnie. Tutaj często jest konflikt interesów, a wiem, że z drugiej strony wygląda to zwykle zupełnie inaczej. Podam przykład:Miałam sąsiadkę, przyjaźniłam się z jej synową. Sąsiadka, pani Krysia żaliła się mojej mamie, jaka zła jest jej synowa, że ona z sercem do niej/nich, nie narzuca się, chętnie im podrzuci pierogi czy rosół gdy ugotuje więcej, a synowa co zrobiła? Synowa zamontowała zamek w drzwiach i nie odpowiada tak często na jej z kolei rozmawiałam z Marzeną- tą złą synową, dziewczyna miała dość. Mowiła, że teściowa nachodzi ją stale w domu, przesiaduje kompletnie bez poczucia czasu u niej całymi godzinami, oczywiście zawsze coś przyniesie np. pierogi czy rosół, a ona-Marzena nie potrafi jej wprost powiedzieć, że nie ma czasu, bo przecież to jej teściowa, wiec z bezsilności zamontowała zamek, do którego klucze posiada tylko ona (mieszkały w jednym domu) a nawet często udaje, że nie ma jej w domu, lub że nie słyszy pukania. 33 Odpowiedź przez ONA78 2012-12-07 16:15:22 ONA78 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-02 Posty: 56 Odp: Ach, te synowe... z dużym zainteresowaniem przeczytałam wypowiedzi do tego wątku "ac, te synowe...." Sama jestem synową i mam średnie stosunki z teściową. Najbardziej mnie od samego początku boli jej obojętność. Nadziejo - mimo wszystkich wypowiedzi widzę, że starasz się jednak być przede wszystkim sprawiedliwa, choć nie wszystko do końca rozumiesz. Ja bym bardzo chciała by moja teściowa była zdystansowana a jednak czujna. Myślę, że dobrze postąpiłaś. Czujesz? Wiatr pachnie wolnością..... 34 Odpowiedź przez End_aluzja 2012-12-07 17:35:38 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Ach, te synowe... zuzsie - z tego co piszesz wychodzi, że zyjemy w totalnym matriarchacie.. musze się nad tym zastanowićczy fakitycznie jest tak, że w chwili ożenku mężczyzna wkracza do rodziny żony, przejmując jej zwyczaje, tradycje i dziedzictwo?myslę, że jest dokładnie tyle samo par, w którym to kobieta w momencie slubu "opuszcza" swoją rodzinę pochodzenia i staje się częscią rodziny meżanadzieja- troche usprawiedliwię emocje twojej synowejbo trochę.. rozumiem te emocje - co nie oznacza, że akceptuję jej zachowaniemoja tesciowa nie wie o zdradzie jej synauznałam, że przecież ona nie zasłużyła na to, żeby ją ranić, to nie ona mnie zdradziła, to nie ona mnie świadomie, z premedytacją raniłato byłoby okrutne i niepotrzebneale nadziejo.. byłam taka zła.. taka nieszczęsliwanienawidziłam mojego meża - taaaak - elementem radzenia sobie ze zdradą jest także ackeptacja nienawiści do człowieka, którego się kocha, a októry okazał się oprawcą....nienawidziłam swojego męża i nienawidziłam wszystkiego, co wiązało się z nimnie nawidziłam jego rodziny, jego znajomych, jego pracy, jego relacji, jego rekacji,.nie cierpiałam jego matki i jego ojcaoch, jak wygodnie byłoby ziać nienawiścią wobec nich - skupiać złośc na nich.,. zamiast na tym, kto był przyczyną moich emocjitak samo łatwo nam, zdradzanym, obarczać winą te trzecie/ tych trzecich....bo jak nienawidzić, lżyć, wyzywać, koppać leżących - tych, których przecież kiedyś kochaliśmy, a teraz deklaratywnie kochamy nadal i chcemy te związki budować?/twoja synowa pewnie wyżyła się na tobie, na suczy, z która mąż ją zdradził.. na kilku talerzach i wspólnych zdjęciach..pamietam jak płakałam i ciełam na kawałki nasze zdjęcie z wakacji we włoszech - na których nie był przecież ze mną.. bo myślał w tym czasie o suczy...i wiesz co nadziejo?mineło trochę czasumoże dużo, może małoniedługo moja trzecia rocznica życia po zdradzie7 stycznia...trzy lata odkąd zmagam się ze zdradą mężai wiesz co?z przykrością musze powiedzieć, że ta zdrada zmieniła także moje relacje z moimi tesciaminie tylko z moim mężemja po proostu w relacje z nim i jego rodziną nie angazuję się tak emocjonalnie jak kiedyśsą mi bardziej obcybardziej oddaleninie mam zamiaru ładowac w związek z nim czasu, emocji, starań - bo przecież przez zdradę mojego meża przestali być 'pewnymi " elementami mojego życia.. tak, jak nie mam pewności co do tego, jakim elementem mojego zycia jest mój mążrozumiesz nadziejo?zdrada rozluźnia związek, uczy dystansu, uczy egoizmu i egocentryzmujeżeli zdrada rozlużniła związek z moim meżem, wprowadziła mechanizmy obronne w moje relacje... to tym bardziej wprowadziła je w relacje z obcymi dla mnie ludżmi - moimi tesciamimój mąż jest nadal moim partneremjest ojcem moich dzieciale nie jest już moją "rodziną"rozumiesz mnie nadziejo?nie jest, wyszedł z niej, zostawił mnie, opuścił, zraniłwrócił, owszem, jest, owszemale już nie figuruje na rodzinnej fotografii.. jest "dochodzący"...nadziejo?myslę tez sobie, że to, co mówiła twoja synowa kilka miesięcy6 po sluibie - to mogła być nie ona, ale opinie i zdanie które były pokłosiem jej bliskich relacji z rodzicami, którzy tak ją ukształtowalimyslę, że przez te lata nauczyła się wierzyć w swoje osądyjak mówisz - jest zaradna, silna, zorganizowana, pewnie zaufała w związek z twoim mężemrozumim, jak zraniła ją jego zdradarozumiem jąnie pochwałam tego, że obarczyła cię winą za zdradęale rozumiemi rozumiem, że zdrada zmienia relacjew moim przypadku jest tak, że zdrada mojego męża zmieniła nie tylko moje relacje z nim i jego rodzicami.. ona tak naprawdę lekko "rozluźniła" moje związki, relacje i oczekiwania wobec wszystkich ludziból nauczył mnie polegać na sobie, chronić się i dbać o siebie.,,, serca na zakręcie...rozpoznamy się;) 35 Odpowiedź przez NiobeXXX 2012-12-07 20:22:06 NiobeXXX Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: życie ciągle sprawia mi zawód Zarejestrowany: 2011-01-06 Posty: 1,162 Wiek: gdy urodził się Chrystus byłam w liceum Odp: Ach, te synowe... zuzsie napisał/a:Witaj NadziejoTak jak i ty mam dwóch synów, nigdy nie miałam siostry, ani córki. Jak 15 lat temu ożenił sie mój syn ( był w technikum, ale przed maturą ) , drugi natomiast aktualnie ma 30 lat i jak narazie jest singlem. Moja synowa z definicji uznała mnie od poczatku za złą, wredną teściową, a ja traktowałam ją jak córkę. Nie będę pisać, że obydwoje byli " golii i weseli " bez grosza przy duszy, jak zawierali związek małżeński. To my pomogliśmy stanąć im na nogi ( wraz z samodzielnym mieszkaniem ) tym bardziej że za chwilkę urodziła sie nasza my, a nie jej rodzice. Myślałam, że ze szczęścia oszaleję po urodzeniu ja pierwsza była na sali porodowej z kwiatami, prezentami dla położnej, jej matce się nie spieszyło. To ja kupiłam wyprawkę dla dziecka, jej matce jakoś nie zależało, a potem to jej mamusia była najważniejsza. To częściej jej podrzucała dziecko, a mnie to jak nie miała gdzie. Powoli, lecz sukcesywnie synowa " wychowywała' naszego syna, ponieważ nie wtrącaliśmy się, nie biegaliśmy do nich bez potrzeby - udało jej się. Nadziejo nie wiem jak dobrze będziesz chciała, to i tak synowa jest dla nas obcą osobą. My teściowe nigdy nie będziemy matkami. Ale ani ty, ani ja ani żadna matka swojego syna nie może brać odpowiedzialności za jego życie. A tym bardziej jego żona nie może tą odpowiedzialnością obciążać teściową. Czasami sobie myślę, że my matki synów jesteśmy w wyjatkowo trudnej sytuacji, bo najlepiej zabrać syna, nie pogardzić dobrami z jego rodziny, a potem takim " dać kopa " My matki synów nie mamy rodziny, nie mamy dzieci, bo ich żony wychowują na swoje podobieństwo. Ich rodziny, ich matka, ojciec, brat i ciotki to się liczy, natomiast rodzina ze strony męża to nie rodzina. To jakieś ufolutki. Ich matki to mamusie, a my? po prostu teściowe. My matki synów powinniśmy sie skrzyknąć i założyć jakiś KLUB, bo cóż nam pozostaje? KLUB samotnych matek, bo matki córek mają zapewnioną opiekę swoich córek i naszych synów. Nie tłumacz się Nadziejo, że to nie twoja wina, że syn postapił źle w stosunku do swojej żony, bo nie wiem jak byś tłumaczyła, to ona i tak tobie nie uwierzy. Nadziejo trzymajmy sie razem My matki synów, My matki bez perspektywy na matka mojego meża nigdy nie bedzie mojąmatką, bo matke ma sie jedna, ale stanie sie moją rodziną, moze byc moją przyjaciółką i bliska osobą. Mam dobry kontakt z własną matką i nikt jej nigdy nie zastąpi ale teściowa tez bedzie obecna w moim zyciu, bo jest matką meża. A to co opisałaś - jak kobiety zabierają waszych synów, przerabiają na własne kopyto i oddalają od was wasze wnuki to świadczy tylko o waszych synach, bo to oni dają zezwolenie na takie zachowania, jeśli oni o was wyrażają sie lekcewaząco to jak synowa moga was szanować??? Gdyby facet miała jaja powiedziałby ze bedzie tak i tak o jego rodzinie nie wolno mówić źle i nie wolna jej lekceważyć i wierz mi kazda zona usłucha - moze sie krzywić, stroic faocha ale bedzie cicho. O to co sie dzieje w twojej rodzinie obwiniałabym synów- pozwolili by tak sie stało. Powstaje. Jestem bardzo spokojny. Niechaj mijają miesiące i lata niczego mi już nie odbiorą, niczego już odebrać nie mogą. Tak bardzo jestem sam, tak niewyczekujący, iż mogę wyglądać bez Remarque 36 Odpowiedź przez marena7 2012-12-07 22:29:12 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: Ach, te synowe... Catwomen, takiej synowej jak Ty, to ze świecą szukać. Stabilna, wyrozumiała, otwarta i pełna dobrych chęci. Pozazdrościć Twojej w tym co pisze Zuzsie coś jest. Nie jestem biegła w Biblii, ale gdzieś tam jest napisane, że "mężczyzna opuści ojca i matkę swoją....." .Wiele kobiet traktuje to dosłownie. Każde stosunki swojego męża z rodzicami, a szczególnie z matką, uznają za złamanie tej zasady. I nie chodzi o jakieś ponadmiarowe związanie ich męża z rodzicami, ale o zwykłe rodzinne stosunki. Te zwykłe stosunki, zwykłe kontakty syna z rodzicami bywają postrzegane przez synowe jako zagrożenie. Jeszcze raz powiem - ZWYKŁE. Jakiś telefon matki do syna, jakaś mała prośba o cokolwiek. Widziałam wiele takich sytuacji. Matka żony jest w takich sytuacjach w moim otoczeniu: zięć wozi teściową po doktorach i szpitalach. Do Kościoła i do sklepu. W porządku, ale gdy jego własna matka poprosiła go, by zawiózł ją do sanatorium (była po zawale), to podniósł się taki jazgot ze strony synowej i jej matki, że hej. No jak to, ON ma swoją rodzinę, żonę, dzieci, jakim prawem ta kobieta odciąga go od nich! Niech sobie taksówkę wynajmie, jędza jedna. A TA kobieta to też przecież nie było wątpliwości, piszę o NORMALNYCH teściowych, matkach synów, nie o toksycznych, ktorych nie brakuje zarówno ze strony męża, jak i żony i od których trzeba uciekać, gdzie pieprz na tym forum pada wiele słów ze strony synowych o tym, że matkę ma się tylko jedną. Ale, że ich mężowie też mają matkę i swoją rodzinę, to lepiej zapomnieć. Ja czasem sobie kpię, że mężczyźni żeniąc się powinni obligatoryjnie przyjmować nazwisko żony, żeby było oczywiste, do której rodziny należą i która rodzina ma do niego prawa. Oczywiście rodzina żony. Dla mnie to śmieszne, to skupienie wielu synowych na likwidowaniu więzi swojego męża z jego powiedzieć, co to za facet, ktory nie potrafi się temu sprzeciwić. Ale tak to jakoś jest, że w sprawach domowych, rodzinnych to kobieta (synowa) ma głos decydujący. To ona tu rządzi. A mężczyźni się poddają, nie chcąc mieć w domu lamentów i jazgotów. Czasem im tak synów wmawia się różne rzeczy. Zazdrość o synka na przykład. Że nienawidzą synowych, bo zabrały im synka. Ja nie spotkałam się z czymś takim. Może i tak bywa, gdy matka jest samotna i nieszczęśliwa, ale gdy jest inaczej to nie ma pola do z synową? To wszystko dotyczy jakichś niezdrowych układów. Normalna, nawet średnio zadowolona ze swojego życia matka nie ma takiej potrzeby by gdy synowi się nie układa w małżeństwie, to aż strach się odezwać, bo można usłyszeć komentarz, że się go źle wychowało. O wychowaniu synowej się nie żonę? Też matka winna, bo jakiś błąd w wychowaniu popełniła? To już totalny absurd. Na dobrą sprawę można matkę męża obciążyć odpowiedzialnością za wszystko co jej syn robi lub czego nie matkami synów jest problem. Płyną w ich stronę sprzeczne oczekiwania. Najlepiej niech nie podchodzi zbyt blisko, a jednocześnie niech będzie gotowa na każde wezwanie. Niech będzie gotowa na dawanie, ale sama niech niczego nie oczekuje. Jest blisko i chce uczestniczyć w życiu syna - upierdliwa i namolna. Trzyma dystans - samolubna i nieczuła. Nie dogodzisz. Tak, zgadzam się z twierdzeniem Zuzsi, że w oczach wielu synowych, matka męża to ta gorsza matka. Z nie wrzucam synowych do jednego worka. Jest mnóstwo fajnych młodych kobiet, które potrafią wyjść poza stereotypy w kontaktach ze swoimi teściowymi. Ale są i takie, dla których matka męża i ich więź jest zagrożeniem i nie potrafią zrozumieć, że ta więź jest podobna do ich własnych więzi z własną matką. Że żeby kochać żonę nie trzeba przestawać kochać matki. Bo to dwie różne miłości. 37 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-07 22:39:51 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe... No i wychodzi na to, że z kobietami same problemy Nie widziałam jeszcze teścia, skarżącego się na relacje z synem czy synową- a może tylko dlatego, że nie potrafią obsługiwać tak biegle komputera? Ja zdaję sobie sprawę z tego, że walka pokoleń to coś nieuchronnego. Wydaje mi się, że kobiety bardziej odczuwają potrzebę terytorium, poczucia bezpieczeństwa i prowadzi to może czasem do przeciągania linek. 38 Odpowiedź przez NiobeXXX 2012-12-08 11:22:05 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2012-12-08 11:36:58) NiobeXXX Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: życie ciągle sprawia mi zawód Zarejestrowany: 2011-01-06 Posty: 1,162 Wiek: gdy urodził się Chrystus byłam w liceum Odp: Ach, te synowe... marena7 napisał/a:Catwomen, takiej synowej jak Ty, to ze świecą szukać. Stabilna, wyrozumiała, otwarta i pełna dobrych chęci. Pozazdrościć Twojej w tym co pisze Zuzsie coś jest. Nie jestem biegła w Biblii, ale gdzieś tam jest napisane, że "mężczyzna opuści ojca i matkę swoją....." .Wiele kobiet traktuje to dosłownie. Każde stosunki swojego męża z rodzicami, a szczególnie z matką, uznają za złamanie tej zasady. I nie chodzi o jakieś ponadmiarowe związanie ich męża z rodzicami, ale o zwykłe rodzinne stosunki. Te zwykłe stosunki, zwykłe kontakty syna z rodzicami bywają postrzegane przez synowe jako zagrożenie. Jeszcze raz powiem - ZWYKŁE. Jakiś telefon matki do syna, jakaś mała prośba o cokolwiek. Widziałam wiele takich sytuacji. Matka żony jest w takich sytuacjach w moim otoczeniu: zięć wozi teściową po doktorach i szpitalach. Do Kościoła i do sklepu. W porządku, ale gdy jego własna matka poprosiła go, by zawiózł ją do sanatorium (była po zawale), to podniósł się taki jazgot ze strony synowej i jej matki, że hej. No jak to, ON ma swoją rodzinę, żonę, dzieci, jakim prawem ta kobieta odciąga go od nich! Niech sobie taksówkę wynajmie, jędza jedna. A TA kobieta to też przecież nie było wątpliwości, piszę o NORMALNYCH teściowych, matkach synów, nie o toksycznych, ktorych nie brakuje zarówno ze strony męża, jak i żony i od których trzeba uciekać, gdzie pieprz na tym forum pada wiele słów ze strony synowych o tym, że matkę ma się tylko jedną. Ale, że ich mężowie też mają matkę i swoją rodzinę, to lepiej zapomnieć. Ja czasem sobie kpię, że mężczyźni żeniąc się powinni obligatoryjnie przyjmować nazwisko żony, żeby było oczywiste, do której rodziny należą i która rodzina ma do niego prawa. Oczywiście rodzina żony. Dla mnie to śmieszne, to skupienie wielu synowych na likwidowaniu więzi swojego męża z jego powiedzieć, co to za facet, ktory nie potrafi się temu sprzeciwić. Ale tak to jakoś jest, że w sprawach domowych, rodzinnych to kobieta (synowa) ma głos decydujący. To ona tu rządzi. A mężczyźni się poddają, nie chcąc mieć w domu lamentów i jazgotów. Czasem im tak synów wmawia się różne rzeczy. Zazdrość o synka na przykład. Że nienawidzą synowych, bo zabrały im synka. Ja nie spotkałam się z czymś takim. Może i tak bywa, gdy matka jest samotna i nieszczęśliwa, ale gdy jest inaczej to nie ma pola do z synową? To wszystko dotyczy jakichś niezdrowych układów. Normalna, nawet średnio zadowolona ze swojego życia matka nie ma takiej potrzeby by gdy synowi się nie układa w małżeństwie, to aż strach się odezwać, bo można usłyszeć komentarz, że się go źle wychowało. O wychowaniu synowej się nie żonę? Też matka winna, bo jakiś błąd w wychowaniu popełniła? To już totalny absurd. Na dobrą sprawę można matkę męża obciążyć odpowiedzialnością za wszystko co jej syn robi lub czego nie matkami synów jest problem. Płyną w ich stronę sprzeczne oczekiwania. Najlepiej niech nie podchodzi zbyt blisko, a jednocześnie niech będzie gotowa na każde wezwanie. Niech będzie gotowa na dawanie, ale sama niech niczego nie oczekuje. Jest blisko i chce uczestniczyć w życiu syna - upierdliwa i namolna. Trzyma dystans - samolubna i nieczuła. Nie dogodzisz. Tak, zgadzam się z twierdzeniem Zuzsi, że w oczach wielu synowych, matka męża to ta gorsza matka. Z nie wrzucam synowych do jednego worka. Jest mnóstwo fajnych młodych kobiet, które potrafią wyjść poza stereotypy w kontaktach ze swoimi teściowymi. Ale są i takie, dla których matka męża i ich więź jest zagrożeniem i nie potrafią zrozumieć, że ta więź jest podobna do ich własnych więzi z własną matką. Że żeby kochać żonę nie trzeba przestawać kochać matki. Bo to dwie różne podkreśliłaś , że maż też ma jednyą tylko matke i jesli jego mama potrzebuje czegoś potrzebuje pomocy a on pod wpyływem jazgotu żony wycofuje sie, to co to za facet pytam???? Mięczak lub ofiara losu. Mam w rodzinie wujka, którego ojciec mieszka samotnie i jeszcze nie zdarzyło sie by wujek odmówił mu czegoś , regularnie sprowadza swojego ojca na świeta do domu, odwiedza go często i nie zwraca uwagi na GŁOŚNE psioczenie swojej żony, która co roku zarzeka sie, że nie bedzie dla starego (czyli teścia) gotowała na świeta i tym podobne brednie ale wujek robi swoje i zonka pokonana milczeniem i stanowczoscia pasuje- faceta ma jaja a taki , który da sie "zajazgotać" żonie, teściowej ma kręgosłup z plasteliny i takiego stwora nalezy unikać, bo jesli unie wypiąć sie na swoją rodzine to może kiedyś wypiąc sie na porównania podam przykład mojego ojca. Taty matka zmarła gdy był nastolatkiem i to była jednya matka w jego życiu, po ślubie z mamą, swojej teściowej nigdy nie nazwał mamą, mówi jej po imieniu. Ze swoim ojcem nie był nigdy blisko- dziadek ze strony taty ma wyj trudny charakter i tata odwiedza go raz na kilka dla mam synów- dlaczego nie chcecie przyznać, że wasi synowie nie są bez wad???Pamietajcie jesli sie cche znajdzie sie sposób , jesli sie nie chce znajdzie sie powód. Powstaje. Jestem bardzo spokojny. Niechaj mijają miesiące i lata niczego mi już nie odbiorą, niczego już odebrać nie mogą. Tak bardzo jestem sam, tak niewyczekujący, iż mogę wyglądać bez Remarque 39 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-08 13:53:46 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe... NiobeXXX napisał/a:Pytanie dla mam synów- dlaczego nie chcecie przyznać, że wasi synowie nie są bez wad???Pamietajcie jesli sie cche znajdzie sie sposób , jesli sie nie chce znajdzie sie jest bardzo dobre pytanie ! Jest już, pojawił się wątek na forum pt "My matki synów" gdzie zuzsie skreśliła syna jako godne dziecko, bo zona go zabiera do siebie i wychowuje po nie wychowałam mojego męża po slubie, natomiast rozmawiałam z nim przed chwilą, co on sądzi na ten temat. Stwierdził, że skoro facet daje się przerabiać kobiecie tak, że zapomina o rodzicach, to jest .... jakiś dziwny facet, bez silnego charakteru. 40 Odpowiedź przez marena7 2012-12-08 17:44:19 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: Ach, te synowe...Przykład, ktory podałam, tego faceta, którego matka prosiła o zawiezienie do sanatorium, skończył się tym, że oczywiście syn matkę zawiózł. On się nie wypina na rodziców, ale zawsze kończy się to lamentami i awanturą z nie jest problem męża, bo on troszczy się o swoich rodziców (w granicach rozsądku, oczywiście), ale problem jego ŻONY! Ta żona uważa, że z chwilą ożenku, wszelkie więzi jej męża z jego rodziną powinny zostać ograniczone do niezbędnego minimum, a jakiekolwiek świadczenia na rzecz rodziców (też w granicach rozsądku) są traktowane jak zamach na jej jest tak jak z Twoim wujkiem Niobe, tylko żonie wtóruje jeszcze jej matka. Oczywiście nie wprost do zięcia, ale buntuje swoją córkę i wyrzeka na jego matkę po chałupach. I jest tak za każdym razem, gdy trzeba pomóc jego rodzicom, np. znieść ciężką szafę z góry na dół, czy cokolwiek innego. Dla jasności, nie jest to mój syn. 41 Odpowiedź przez cytrusowa 2012-12-08 17:51:42 cytrusowa Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-25 Posty: 202 Wiek: 29 Odp: Ach, te synowe...Kurcze temat który od zawsze budzi i budzić będzie konflikt obu stron,zagrożenie czują matki synów, złość synowe i walczą między sobą obarczając jedne drugich kto tu winny, kto bardziej kogo wykorzystał, potraktował niesprawiedliwie itpPOCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI jest lekiem na całe zło moim zdaniemzadowolona z siebie i spełniona kobieta nie musi walczyć o względy, o akceptacje, o wpływy, nie musi czuć się potrzebna bo jest potrzebna sama sobie;-pn nie musi dominować i sprawować kontroli bo czuje się bezpieczna, akceptuje ludzi którymi się otacza, przyjmuje ich takimi jacy są nie ma potrzeby dokonania ich zmiany co i tak jest niemożliwe:)synowa nie widzi zagrożenia ze strony teściowej a teściowa nie widzi w synowej tej która "odbiera" syna dlatego trzeba się jak najczęściej kochać , wyznawać sobie miłość, na każdym kroku doceniać się wzajemnie i wspierać:) w tym widzę nadzieje w zażegnaniu odwiecznego konfliktu 42 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-08 17:56:08 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...No i każda historia jest inna.... nawet ta każda, opowiedziana przez synową i przez teściowa jest inna:) 43 Odpowiedź przez marena7 2012-12-09 01:07:22 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: Ach, te synowe... Masz rację Cytrusowa, że kluczem do rozwiązania problemu jest POCZUCIE WŁASNEJ nieważne czy to teściowa czy synowa, która lubi siebie i akceptuje, nie dopatruje się zagrożeń tam gdzie ich nie która lubi swoje życie i ma je wypełnione swoimi sprawami i pasjami, nie koncentruje się na porównywaniu się z innymi. I jest super, jeśli teściowa i synowa są właśnie takimi kobietami. Wtedy ich wzajemne stosunki są jeśli jedna z nich, albo obie mają jakiś problem ze sobą, to wojna podjazdowa trwa w zadziwia, że ta wojna rozgrywa się między kobietami. Teść i mąż zwykle w niej nie uczestniczą. O co tu chodzi? Dlaczego dwie kobiety, które powinny mieć dla siebie zrozumienie, tak ze sobą walczą? Przecież nawet gdy mają jakieś problemy same ze sobą, to powinna je łączyć kobieca solidarność, jakiś wspólny kobiecy los, wspólne kobiece doświadczenia życiowe. A tu się okazuje, ze najtrudniej kobiecie zrozumieć drugą takie wrażenie, że to wykracza poza zwykłe tłumaczenie miłością do tego samego mężczyzny. Mam wrażenie, ze kobiety wręcz czychają na potknięcia innych kobiet. A poczucie ZANIŻONEJ WARTOŚCI jest nieodłącznym towarzyszem życia większości kobiet. Z czego to wynika? Myślę, że z wielowiekowej historii życia kobiet w opresji. To się dostaje w spadku wraz mlekiem matki. 44 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-09 01:20:14 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...Prawda?..... wojnę podjazdową w wykonaniu faceta widziałam raz; był to również facet z niesamowitymi kompleksami, próbujący wszystko kontrolować. 45 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-12-12 18:04:41 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... End_aluzja napisał/a:zuzsie - z tego co piszesz wychodzi, że zyjemy w totalnym matriarchacie.. musze się nad tym zastanowićczy fakitycznie jest tak, że w chwili ożenku mężczyzna wkracza do rodziny żony, przejmując jej zwyczaje, tradycje i dziedzictwo?myslę, że jest dokładnie tyle samo par, w którym to kobieta w momencie slubu "opuszcza" swoją rodzinę pochodzenia i staje się częscią rodziny meżanadzieja- troche usprawiedliwię emocje twojej synowejbo trochę.. rozumiem te emocje - co nie oznacza, że akceptuję jej zachowaniemoja tesciowa nie wie o zdradzie jej synauznałam, że przecież ona nie zasłużyła na to, żeby ją ranić, to nie ona mnie zdradziła, to nie ona mnie świadomie, z premedytacją raniłato byłoby okrutne i niepotrzebneale nadziejo.. byłam taka zła.. taka nieszczęsliwanienawidziłam mojego meża - taaaak - elementem radzenia sobie ze zdradą jest także ackeptacja nienawiści do człowieka, którego się kocha, a októry okazał się oprawcą....nienawidziłam swojego męża i nienawidziłam wszystkiego, co wiązało się z nimnie nawidziłam jego rodziny, jego znajomych, jego pracy, jego relacji, jego rekacji,.nie cierpiałam jego matki i jego ojcaoch, jak wygodnie byłoby ziać nienawiścią wobec nich - skupiać złośc na nich.,. zamiast na tym, kto był przyczyną moich emocjitak samo łatwo nam, zdradzanym, obarczać winą te trzecie/ tych trzecich....bo jak nienawidzić, lżyć, wyzywać, koppać leżących - tych, których przecież kiedyś kochaliśmy, a teraz deklaratywnie kochamy nadal i chcemy te związki budować?/twoja synowa pewnie wyżyła się na tobie, na suczy, z która mąż ją zdradził.. na kilku talerzach i wspólnych zdjęciach..pamietam jak płakałam i ciełam na kawałki nasze zdjęcie z wakacji we włoszech - na których nie był przecież ze mną.. bo myślał w tym czasie o suczy...i wiesz co nadziejo?mineło trochę czasumoże dużo, może małoniedługo moja trzecia rocznica życia po zdradzie7 stycznia...trzy lata odkąd zmagam się ze zdradą mężai wiesz co?z przykrością musze powiedzieć, że ta zdrada zmieniła także moje relacje z moimi tesciaminie tylko z moim mężemja po proostu w relacje z nim i jego rodziną nie angazuję się tak emocjonalnie jak kiedyśsą mi bardziej obcybardziej oddaleninie mam zamiaru ładowac w związek z nim czasu, emocji, starań - bo przecież przez zdradę mojego meża przestali być 'pewnymi " elementami mojego życia.. tak, jak nie mam pewności co do tego, jakim elementem mojego zycia jest mój mążrozumiesz nadziejo?zdrada rozluźnia związek, uczy dystansu, uczy egoizmu i egocentryzmujeżeli zdrada rozlużniła związek z moim meżem, wprowadziła mechanizmy obronne w moje relacje... to tym bardziej wprowadziła je w relacje z obcymi dla mnie ludżmi - moimi tesciamimój mąż jest nadal moim partneremjest ojcem moich dzieciale nie jest już moją "rodziną"rozumiesz mnie nadziejo?nie jest, wyszedł z niej, zostawił mnie, opuścił, zraniłwrócił, owszem, jest, owszemale już nie figuruje na rodzinnej fotografii.. jest "dochodzący"...nadziejo?myslę tez sobie, że to, co mówiła twoja synowa kilka miesięcy6 po sluibie - to mogła być nie ona, ale opinie i zdanie które były pokłosiem jej bliskich relacji z rodzicami, którzy tak ją ukształtowalimyslę, że przez te lata nauczyła się wierzyć w swoje osądyjak mówisz - jest zaradna, silna, zorganizowana, pewnie zaufała w związek z twoim mężemrozumim, jak zraniła ją jego zdradarozumiem jąnie pochwałam tego, że obarczyła cię winą za zdradęale rozumiemi rozumiem, że zdrada zmienia relacjew moim przypadku jest tak, że zdrada mojego męża zmieniła nie tylko moje relacje z nim i jego rodzicami.. ona tak naprawdę lekko "rozluźniła" moje związki, relacje i oczekiwania wobec wszystkich ludziból nauczył mnie polegać na sobie, chronić się i dbać o siebie.,,,End_aluzjaWiem, jak smakuje zdrada. Kilkanaście lat sąsiadka krążyła jak satelita wokół mego męża, chociaż, jak mi to sama powiedziała, mój mąż zwracał jej uwagę, by się mu nie w tym samym zakładzie i mieszkaliśmy obok siebie, więc było to wspaniałą pożywką dla sąsiedzkich opowieści i plotek. Długi czas nie budziło to moich podejrzeń. Pewno znajomi nie mogli doczekać się na jakąś porządną scenę, więc zaczęły się aluzje, pytanka typu: -Dlaczego jeszcze z nią rozmawiasz? Dlaczego to tolerujesz? Potem niepytani przynosili mi różne informacje, gdzie to ci dwoje byli razem widziani itp. Okropnie dotkliwe były znaczące uśmieszki, wymieniane spojrzenia i aluzyjki znajomych. Piekliłam się w domu, robiłam sceny zazdrości. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, by choć jednym słowem wspomnieć o tym jego rodzicom. Zupełnie ich z tym wszystkim nie kojarzyłam, bo robił to nie ich syn, a mój mąż. Do dziś te wspomnienia tak bolą, że śnię od czasu do czasu, że mąż ode mnie odchodzi. Do dziś, czyli pewnie do końca życia, bo mój mąż nie żyje od ćwierćwiecza. Dziś jednak myślę inaczej i zadaję sobie pytanie, ile ja sama przyczyniłam się do tego stanu rzeczy, co znajdował w jej towarzystwie, czego ja nie potrafiłam mu dać. Wiele mam sobie do zarzucenia, ale jest już za późno. Żałuję, że takie refleksje nie zrodziły się w porę, że nie potrafiłam spojrzeć na swoje zachowanie w krzywym zwierciadle. Całkowicie zgadzam się z Tobą: to już tylko, jak to bardzo trafnie określiłaś "dochodzący" mąż. Jest jednak ojcem Waszych dzieci, które go z pewnością bardzo potrzebują. Ty nadal cierpisz, ale mam nadzieję, że nienawiść nieco przyblakła, zmieniła się w nieufność, poczucie zagrożenia, brak stabilizacji w związku. Czas powleka filmem burzliwe emocje i pozwała racjonalniej myśleć. Przede wszystkim o dobru dzieci. Niedawno rozmawiałam ze swoją wnuczką o tym, co zmieniło się w ich i jej życiu w wyniku tego, co zrobił ich tata, a mój syn. Napłakałyśmy się obie, bo obie straciłyśmy coś bardzo cennego: wiarę i zaufanie do ojca i syna. Udało mi się namówić ją na rozmowy z psychoterapeutą. Ufam, że te spotkania pomogą jej uporać się z tym bolesnym doświadczeniem. 46 Odpowiedź przez nadzieja-2 2012-12-12 18:16:05 nadzieja-2 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-06 Posty: 56 Wiek: XXI Odp: Ach, te synowe... Catwoman napisał/a:Hm... no właśnie. Tutaj często jest konflikt interesów, a wiem, że z drugiej strony wygląda to zwykle zupełnie inaczej. Podam przykład:Miałam sąsiadkę, przyjaźniłam się z jej synową. Sąsiadka, pani Krysia żaliła się mojej mamie, jaka zła jest jej synowa, że ona z sercem do niej/nich, nie narzuca się, chętnie im podrzuci pierogi czy rosół gdy ugotuje więcej, a synowa co zrobiła? Synowa zamontowała zamek w drzwiach i nie odpowiada tak często na jej z kolei rozmawiałam z Marzeną- tą złą synową, dziewczyna miała dość. Mowiła, że teściowa nachodzi ją stale w domu, przesiaduje kompletnie bez poczucia czasu u niej całymi godzinami, oczywiście zawsze coś przyniesie np. pierogi czy rosół, a ona-Marzena nie potrafi jej wprost powiedzieć, że nie ma czasu, bo przecież to jej teściowa, wiec z bezsilności zamontowała zamek, do którego klucze posiada tylko ona (mieszkały w jednym domu) a nawet często udaje, że nie ma jej w domu, lub że nie słyszy to się nazywa: " Zagłaskać kota na śmierć" 47 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-18 14:26:06 zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe... Niobexxx napisała: Z matkami synów jest problem. Płyną w ich stronę sprzeczne oczekiwania. Najlepiej niech nie podchodzi zbyt blisko, a jednocześnie niech będzie gotowa na każde wezwanie. Niech będzie gotowa na dawanie, ale sama niech niczego nie oczekuje. Jest blisko i chce uczestniczyć w życiu syna - upierdliwa i namolna. Trzyma dystans - samolubna i nieczuła. Nie dogodzisz. Tak, zgadzam się z twierdzeniem Zuzsi, że w oczach wielu synowych, matka męża to ta gorsza matka. Z nie wrzucam synowych do jednego worka. Jest mnóstwo fajnych młodych kobiet, które potrafią wyjść poza stereotypy w kontaktach ze swoimi teściowymi. Ale są i takie, dla których matka męża i ich więź jest zagrożeniem i nie potrafią zrozumieć, że ta więź jest podobna do ich własnych więzi z własną matką. Że żeby kochać żonę nie trzeba przestawać kochać matki. Bo to dwie różne podkreśliłaś , że maż też ma jednyą tylko matke i jesli jego mama potrzebuje czegoś potrzebuje pomocy a on pod wpyływem jazgotu żony wycofuje sie, to co to za facet pytam???? Mięczak lub ofiara losu. Mam w rodzinie wujka, którego ojciec mieszka samotnie i jeszcze nie zdarzyło sie by wujek odmówił mu czegoś , regularnie sprowadza swojego ojca na świeta do domu, odwiedza go często i nie zwraca uwagi na GŁOŚNE psioczenie swojej żony, która co roku zarzeka sie, że nie bedzie dla starego (czyli teścia) gotowała na świeta i tym podobne brednie ale wujek robi swoje i zonka pokonana milczeniem i stanowczoscia pasuje- faceta ma jaja a taki , który da sie "zajazgotać" żonie, teściowej ma kręgosłup z plasteliny i takiego stwora nalezy unikać, bo jesli unie wypiąć sie na swoją rodzine to może kiedyś wypiąc sie na zgadzam się z wypowiedzia Niobexxx taki facet/ syn który boi się jazgotu żony, a często udawanego płaczu to nie facet, to mięczak, facet bez kręgosłupa. Wiem, że tacy faceci dla świętego spokoju odcinaja się od swojej własnej rodziny. Rozumiem, żeby jego rodzina była jakąś patologią, ale jeśli nie to jest mało matki synów też chcemy cieszyć się ze swojego spełnionego powołania, cieszyć się wnukami, cieszyć się ich szczęściem. Nie jesteśmy, nigdy nie byłyśmy żadnym zagrożeniem dla żon naszych synów. Dlaczego my matki synów już z definicji jesteśmy złe? Co wobec tego mamy czynić? Czekać spokojnie, aż poproszą ? A co jesli w tym czasie zabraknie ci siły, zdrowia bądź już jesteś umówiona? Tak właśnie było: z dziś na jutro syn przy żonie prosi o pozostawienie u nas swoich dzieci na 3 dni tj. piątek, sobota i niedziela. A wcześniej mój mąż powiedział, że w niedzielę chce odpocząć, więc ja delikatnie mówię, że przywieście ich w piątek, ale musicie odebrać w sobotę nawet o 22oo , bo w niedzielę chcemy odpocząć i przygotować się do pracy. A synowa: niee to nie pójdą do moich rodziców. Koniec, kropka. Bo dzieci mogą przyjechać do nas tylko wtedy, kiedy ona chce, a my musimy grzecznie zaakceptować, czy w tym, czasie czuję się dobrze, czy źle - bo wiecej długo ich nie zobaczę ( dostane nauczkę ).Często słyszę wypowiedzi nawet na tym forum, nie nazwę teściowej matką, bo matkę mam jedną! To wobec tego jak byłoby najlepiej, najwygodniej? Temat rzeka... 48 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-18 14:37:05 Ostatnio edytowany przez zuzsie (2012-12-18 14:43:35) zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe... Niobexx pisze, Matkom synów wmawia się różne rzeczy. Zazdrość o synka na przykład. Że nienawidzą synowych, bo zabrały im synka. Ja nie spotkałam się z czymś takim. Może i tak bywa, gdy matka jest samotna i nieszczęśliwa, ale gdy jest inaczej to nie ma pola do z synową? To wszystko dotyczy jakichś niezdrowych układów. Normalna, nawet średnio zadowolona ze swojego życia matka nie ma takiej potrzeby by gdy synowi się nie układa w małżeństwie, to aż strach się odezwać, bo można usłyszeć komentarz, że się go źle wychowało. O wychowaniu synowej się nie żonę? Też matka winna, bo jakiś błąd w wychowaniu popełniła? To już totalny absurd. Na dobrą sprawę można matkę męża obciążyć odpowiedzialnością za wszystko co jej syn robi lub czego nie matkami synów jest problem. Płyną w ich stronę sprzeczne oczekiwania. Najlepiej niech nie podchodzi zbyt blisko, a jednocześnie niech będzie gotowa na każde wezwanie. Niech będzie gotowa na dawanie, ale sama niech niczego nie oczekuje. Jest blisko i chce uczestniczyć w życiu syna - upierdliwa i namolna. Trzyma dystans - samolubna i nieczuła. Nie dogodzisz. Tak, zgadzam się z twierdzeniem Zuzsi, że w oczach wielu synowych, matka męża to ta gorsza matka. Z nie wrzucam synowych do jednego worka. Jest mnóstwo fajnych młodych kobiet, które potrafią wyjść poza stereotypy w kontaktach ze swoimi teściowymi. Ale są i takie, dla których matka męża i ich więź jest zagrożeniem i nie potrafią zrozumieć, że ta więź jest podobna do ich własnych więzi z własną .Zgadzam się z tobą Niobexxx w 100% i nie wiem o co jest zazdrość, o co rywalizacja, dlaczego obciąża sie matkę męża wszystkim co się da. Jeżeli coś dobrego w ich małżeństwie to zasługa żony, a jeśli coś źle, to zasługa jego Matki. Czyż to nie prawda? To jest czysta głupota, po co mi syn w domu, założył rodzine, spłodził dzieci niech ich kocha i troszczy sie o nie. Miłość matki, a miłość do żony, są to dwie różne miłości- wiec o co chodzi? Mam męża, mam jeszcze drugiego syna/ singla, pracuję i naprawdę nie mam czasu na nudy, albo na " niańczenie" mojego żonatego syna. Rywalizacja? o co? o wykształcenie? mam lepsze, o syna? śmiech na sali, mam męża. Niczego nie wypominam i niczego nie chcę, oprócz minimum zainteresowania i szacunku. Zrobiłaś już Matko swoje, a teraz odwal się i czekaj może o cos poproszą? a może nie? przecież oni mają swoje życie, swoje sprawy, swoje problemy do których ty nie masz wstępu. Oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka, bo rzeczywiscie byłoby to niesprawiedliwe, ale sami posłuchajcie nawet na naszym Forum. Trudne do zrozumienia, do ogarnięcia . Narazie tyle... 49 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-19 14:56:08 Ostatnio edytowany przez zuzsie (2012-12-19 14:57:27) zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe...Czytam wypowiedzi na Forum i tak sobie myślę, że niedługo nasze synowe też będą teściowymi- więc niech już dziś zastanawiają się jak mają wychować swoich synów, by nie zostały w ten sam sposób odcięte od jego rodziny. Dlaczego facet/syn posłusznie wykonuje polecenia swojej żony i dostosowuje sie do jej reguł? Tak jak pisze Catwaman, że to facet bez jaj, bez kręgosłupa lub po prostu " mięczak",, a po mojemu to facet, który za mocno kocha, a żona " perfidnie" to wykorzystała. Przyjrzyjcie się po swoich rodzinach to zapewne stwierdzicie to miłość do matki, a miłość do żony to są dwie różne sprawy i jedna drugiej nie wyklucza. Może inaczej to wyglada, gdy matka samotnie wychowuje syna, lecz gdy wychowywany był w rodzinie z ojcem i matką to takiego zagrożenia być nie powinno. My Matki synów mamy też prawo w miarę uczestniczyć w życiu rodziny syna. Też mamy prawo czasami poprosić o zawiezienie np. do sanatorium czy Zjazd Absolwentów do innego miasta. Czym wobec tego różnimy się od matek synowych? Wychowaliśmy jak można było najlepiej, trzymaliśmy rękę na pulsie by nie " wlazł w jakieś gówno ), bo trochę trudniej wychować chłopaka, a teraz co? Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść ? ". Mało tego " Wara ci Matko do wszystkiego co dotyczy syna i jego rodziny, bo zaraz polecą epitety, że się wtrącasz, że źle wychowałaś, że masz za duże oczekiwania, że chcesz pomagać przy wnukach, bądź nie chcesz. I tak źle i tak nie dobrze. Źle jak sie zajmujesz tylko sobą i mężem, bo jesteś egoistką, a jak chcesz im pomóc to się wtrącasz. Najlepiej, by Matka/ teściowa kopła w kalendarz. A nasi mężowie/ teściowie? faceci? Mój? po angielsku ucieka, wycofuje się " dla dobra sprawy problem zamiata pod dywan ". I tak już jest, że to my Matki/teściowe czasami musimy myśleć , reagować i stąd zawsze atak na nas. 50 Odpowiedź przez Cayenne81 2012-12-19 14:59:29 Cayenne81 Bardzo Wnikliwa Obserwatorka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-10 Posty: 16,311 Odp: Ach, te synowe...mam dwóch synów,kiedy dorosną i zechcą mieć żony to powiem aby to jednak żona była na pierwszym miejscu,nie ja! 51 Odpowiedź przez Ewarg 2012-12-19 15:39:52 Ewarg Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-15 Posty: 359 Odp: Ach, te synowe... lena812 napisał/a:mam dwóch synów,kiedy dorosną i zechcą mieć żony to powiem aby to jednak żona była na pierwszym miejscu,nie ja!A czy któraś z matek chce być dla syna ważniejsza od żony? A czy Twoja teściowa jest dla Ciebie tak samo ważna jak Twoja matka? Jeśłi zbliżają się swięta to z kim chcesz je spędzić - ze swoimi czy męża rodzicami? Tylko, że kolejka ważności taka :żona, rodzice żony, rodzeństwo żony, dziadkowie żony, wujostwo, kuzynostwo żony, przyjaciele żony,... a na końcu rodzice facet odcina się od swoich rodziców? Dla świętego spokoju w domu. Nikt nie lubi awantur z piekła rodem. Po co wspominać o swojej matce skoro dla żony to zapalnik? Wielokrotnie żony odcinają mężów nie tylko od rodziców ale i od rodzeństwa i dziadków. Nie chcą odwiedzać ich bo nie lubią. Współpracownica powiedziała kiedyś "moja babcia jest taka kochana a jego babka to starucha" matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna nie obiecywał że będzie łatwo. 52 Odpowiedź przez zuzsie 2012-12-19 15:42:20 zuzsie Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-11-03 Posty: 57 Odp: Ach, te synowe...Leno! Zgadzam sie z tobą całkowicie, to żona musi być na pierwszym miejscu, ja tego absolutnie nie kwestionuję, bo sama też tak chciałam. Na drugim miejscu są dzieci, a dopiero na końcu Matka/ Ojciec- i to wg. mnie jest prawidłowe podejście. Niestety często tak się zdarza, że nasz syn/mąż ma tak dużo zajęć w domu i poza nim, że już dla rodziców nie ma czasu, ani siły. W weekendy żona organizuje wypady poza miasto, najlepiej jakieś kurorty wypoczynkowe dla poprawienia zdrowia itd. W ciągu tygodnia praca na dwie zmiany, jakieś dokształcanie, wożenie synka na treningi itd. Rzeczywiście wolnego czsu nie ma wcale. Są jednak telefony, e-maile- takich czasów żeśmy doczekali. Pozdrawiam, Zuzanna 53 Odpowiedź przez vl 2012-12-19 17:15:03 Ostatnio edytowany przez vl (2012-12-19 17:16:20) vl Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-03 Posty: 83 Wiek: 27 Odp: Ach, te synowe... nadzieja-2 napisał/a:Mam je dwie. Obie daleko, więc widujemy się dwa, trzy razy w roku. I tak od blisko 20 lat. Ta pierwsza jest mi bliska jak własna córka, której niestety nie mam. Ilekroć jest (są z rodziną) w moim domu, zawsze znajdzie coś, w czym może mi pomóc, aczkolwiek zawsze zachęcam ją do odpoczynku. Nie mamy przed nimi tajemnic, rozmawiamy o wszystkim i cenimy za takt i dyskrecję. Wyczuwam czasem, że nie zawsze jest w tym małżeństwie bezproblemowo, ale nigdy nie słyszałam słowa skargi. Druga z nich od początku rozwiała moje nadzieje na bliższy, w sensie emocjonalnym, kontakt. Nigdzie nie czuję się tak nie na miejscu, jak w tym domu, gdzie bywam czasem z okazji świąt. Chyba dlatego, że odzywa się do mnie tylko w razie konieczności. Ma do mnie żal (?), że poślubiła mojego syna, który "nie gwarantuje jej życia na takim poziomie finansowym, jaki zapewniali jej rodzice"- tak mi szczerze wyznała kilka miesięcy po ślubie. Tylko, że ja z ich decyzją nie miałam nic wspólnego. Przed rokiem wyszło na jaw, że mój syn ją zdradził. Przeżyłam to niezwykle boleśnie, bo przede wszystkim zawiodłam się na własnym synu, straciłam do niego zaufanie. Cóż jednak mogłam zrobić?! Wtedy to, po raz pierwszy od zawarcia małżeństwa, zadzwoniła do mnie synowa, wylewając wszystkie żale swego zranionego, kobiecego serca. Rozumiałam jej ból bardzo dobrze, ale byłam w tej sytuacji bezsilna. Wiedziałam zresztą o tym wcześniej od syna. Nie udzielałam mu rad, ani nie czyniłam wyrzutów, bo jest dorosły i sam będzie musiał ponieść konsekwencje swojego czynu. On bez słów doskonale wiedział, co ja o tym myślę. Synowa natomiast nie chce mnie widzieć, "nie jest gotowa na spotkanie ze mną", jak powiedziała. Jest mi z tym wszystkim niewymownie ciężko, ale: - Czy ja, matka dorosłego syna, jestem lub mam się czuć odpowiedzialna za to, co się wydarzyło?Proszę Was o z pierwszą synową rozmawiacie o wszystkim, a jednak nie mówi Ci o swoich problemach w związku, nigdy nie narzeka... To jednak o wszystkim Ci nie mówi... Ciekawa forma że Twój syn zdradził swoją żonę nie jest Twoją winą. Nie bierz na siebie żadnej odpowiedzialności, nie obarczaj się rozmowami i poradami, bo synowa uzna Cię za wścibską, a to może tylko pogorszyć jest moje 54 Odpowiedź przez Cayenne81 2012-12-19 19:00:24 Cayenne81 Bardzo Wnikliwa Obserwatorka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-10 Posty: 16,311 Odp: Ach, te synowe... Ewarg napisał/a:lena812 napisał/a:mam dwóch synów,kiedy dorosną i zechcą mieć żony to powiem aby to jednak żona była na pierwszym miejscu,nie ja!A czy któraś z matek chce być dla syna ważniejsza od żony? A czy Twoja teściowa jest dla Ciebie tak samo ważna jak Twoja matka? Jeśłi zbliżają się swięta to z kim chcesz je spędzić - ze swoimi czy męża rodzicami? Tylko, że kolejka ważności taka :żona, rodzice żony, rodzeństwo żony, dziadkowie żony, wujostwo, kuzynostwo żony, przyjaciele żony,... a na końcu rodzice facet odcina się od swoich rodziców? Dla świętego spokoju w domu. Nikt nie lubi awantur z piekła rodem. Po co wspominać o swojej matce skoro dla żony to zapalnik? Wielokrotnie żony odcinają mężów nie tylko od rodziców ale i od rodzeństwa i dziadków. Nie chcą odwiedzać ich bo nie lubią. Współpracownica powiedziała kiedyś "moja babcia jest taka kochana a jego babka to starucha"oczywiście że dla mnie ważniejsza jest moja matka,chociaż już nie żyje,teściowa jest dla mnie tak naprawdę obcą osobą!co do świat to się zdziwisz,Wigilia,Wielkanoc zawsze spędzam u teściów najpierw,dopiero na drugi dzień jadę do własnego ojca!ja swojego faceta nie odcinałam od matki,ale w końcu miałam dosyć jak wracał na tydzień do domu z pracy,to zaraz na drugi dzień w samochód i na cały dzień do mamusi i tak codziennie przez 7 dni,wytrzymałam tak 4 lata,po tym czasie spakowałam się i poszłam mieszkać właśnie do teściowej,żeby mój facet miał mamusie na co dzień!nie odcinam faceta od jego sióstr,przeciwnie to ja jestem tą która namówi go aby np. jechać do nich,bo sam z siebie tego nie jakoś potrafiłam odciąć pepowinę i naprawdę widuje sie z moim tatą i siostrą bardzo rzadko, 55 Odpowiedź przez Catwoman 2012-12-19 19:03:17 Catwoman 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-07 Posty: 17,475 Wiek: XXX Odp: Ach, te synowe...No taaaak idą święta- kolejny czas na żale, urazy rodzinne My wyjeżdżamy z mężem, zatem niech rodzice jedni i drudzy robią co chcą 56 Odpowiedź przez Ewarg 2012-12-19 21:00:07 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2012-12-19 21:00:59) Ewarg Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-15 Posty: 359 Odp: Ach, te synowe... lena812 nie pisałam o Tobie. Posłużyłam się Twą wypowiedzią aby ułożyć kolejkę ważnych osób. Niepotrzebnie się unosisz. Masz rację, Twój mąż przesadzał z wizytami u rodziców. Ale czemu ona ma być temu winna? Mojej koleżanki córka po wyjściu za mąż codizennie biegała do matki. Ta milczała bo bała się, że córka pomyśli, że matka nie kocha jej. Mąż młodej nie wytrzymał i poszedł raz po nią i wygarnął teściowej swoje żale. No i wyjaśniło się kto nie mógł odciąć słowa nie były skierowane do konkretnej osoby. Pisałam ogólnie, bo takie wnioski wyciągnęłąm czytając to forum. Chciałabym ja jako matka synów jak i każda inna aby nasi synowie nie musieli ukrywać że kontaktują się z matkami, odmawiać matkom pomocy bo ich żona sobie tego nie życzy. Pamiętajcie młode kobiety, że kiedyś też będziecie miały synowe. Każdy rodzic kocha swoje dziecko i chce uczestniczyć w jego życiu. Oczywistym jest że codzienny kontakt z dorosłymi dziećmi to skrajność. Ja matka chcę widywać swoje dzieci (synów i synowe) oraz wnuki raz w miesiącu lub co dwa miesiące i słyszeć ich przez telefon kilka razy w miesiącu. (i tak mam). Chcę również co niektóre święta z nimi spędzić. matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna nie obiecywał że będzie łatwo. 57 Odpowiedź przez Cayenne81 2012-12-19 21:06:57 Cayenne81 Bardzo Wnikliwa Obserwatorka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-10 Posty: 16,311 Odp: Ach, te synowe... Ewarg nie unosze sie teściową obwiniam trochę,bo jeśli jej syn założył rodzinę to niech z nią spędza czas a nie jeździł dzień w dzień do matki,wiec mogła powiedzieć mu trochę słów żeby zajął sie tym co trzebau mnie święta są dla jednych i drugich,nie ma że spędzamy je tylko z jedną ze stron,trochę tu, trochę tama tak nawiasem mówiąc święta u teściowej są dziwnie obchodzone,najprościej mówiąc niegościnnie,a mnie gościnności nauczono 58 Odpowiedź przez marena7 2012-12-20 00:52:13 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: Ach, te synowe... Zuzsie, tak dla porządku, to moje, mareny7 posty cytujesz, nie co piszę, to taka moja diagnoza sytuacji, wynikająca z własnych doświadczeń i obserwacji właśnie uważam, że matka męża to gorsza matka. Do matki męża z reguły synowa podchodzi nieufnie i krytycznie. I choćby matka męża obdarowała syna i synową gwiazdką z nieba, to zawsze będzie to mniej warte niż słoik zupy, który raz w tygodniu przyniesie matka synowej. Dla synowej będzie to mniej warte. Tak zawsze mówi moja osobista teściowa, matka dwóch synów, z którą jestem od lat bardzo blisko. Gdy mówiła to wtedy, gdy sama byłam młodą dziewczyną, zżymałam się. Ale teraz przyznaję jej rację, bo i ja taka byłam. W swojej mamie widziałam same plusy, w teściowej minusy. A ile się razem z moją matką naobgadywałyśmy teściowej.... Moja matka rywalizowała z moją teściową. Przyznam, że moja matka była tu złym duchem, jeszcze lepiej niż ja tropiła wady swojej swatowej. Na szczęście szybko się zreflektowałam i ułożyłam sobie stosunki z teściową na miarę dorosłych ludzi, bez nierealnych oczekiwań i pretensji. Zaprzyjaźniłyśmy się i jesteśmy sobie bardzo bliskie. Nie ma to nic wspólnego z jej synem, a moim mężem. On jest tylko przyczyną, dla której się spotkałyśmy. Mam dla niej wiele czułości, a teraz gdy jest bardzo starą kobietą, nieba bym jej przychyliła. Tak samo jak mojej synową. Jest młoda, butna i....nie zna życia. Ale jest najważniejszą kobietą w życiu mojego syna. I tak ma być. Ona walczy ze mną, choć wcale nie musi, bo nie jestem zagrożeniem. Nie rozumiem z czego to wynika, tak jak nie rozumiem z czego wynikała moja szarpanina w młodości. Z lęku, zaborczości, rywalizacji.....? Że okażę się gorsza niż ONA? Mniej ważna dla jej syna niż ONA? Że jej nie dorównam? Że więź z nią będzie ważniejsza niż ze mną? Że ONA wie o swoim synu to, czego ja nie wiem? Moja synowa raz jest miła, a raz niekoniecznie. Prowokuje, robi afronty, a ja jestem stoikiem. Czekam na zdrowy rozsądek. Żyję po swojemu, tak jak przywykłam. I nie rozkładam przed nią czerwonego dywanu, ale też nie krytykuję. Może potrzebny jest czas? Może życiowe doświadczenie? Może pokora? Pewnie wszystko na co, jestem gorszą matką, gorszą babcią i pewnie gorszym człowiekiem dla mojej synowej. 59 Odpowiedź przez Artemida 2012-12-20 01:27:32 Artemida Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-07-28 Posty: 1,433 Wiek: 48 Odp: Ach, te synowe... Kobietki kochane! Nie generalizujcie. Rodzice mojego Kochanego są dla mnie cudowni a ja troszczę się o nich. Pomagam jak umiem i jak oczekują, oni robią to samo. Pamiętam jak kiedyś przyjechaliśmy żeby pomóc. Myśleliśmy, że pomożemy w remoncie (oboje). A tu okazuje się, że auto im się zbuntowało i trzeba pojechać kilkadziesiąt km po Mamę. Kto? Ja, oczywiście. Bo tak praktyczniej - Kochany ma więcej siły, to więcej zdziała przy remoncie, a kierowcami jesteśmy podobnej jakości. Mama nie okazała cienia zawodu, że to nie syn. Ona mówi wprost, że nie straciła syna tylko dostała córkę. Gdy za sprawą pasierbicy zrobiło się nieciekawie i chciałam się odsunąć, Ona prosiła mnie, żebym tego nie robiła. Opowiedziała jak samotny był Kochany beze mnie. Docenia, że jest szczęśliwy ze mną. ZAWSZE przekazuje pozdrowienia i ucałowania dla mnie. Tata również. Typowy tekst, gdy coś robię, a On wchodzi: jak mogę pomóc? Ja oczywiście też zawsze przekazuję pozdrowienia. Moja Mama jest chłodniejsza. Oczywiście wiem, że mnie kocha, ale nigdy mi tego nie powiedziała. Nie ma też zwyczaju się przytulać. Rodzice Kochanego mają zwyczaj. I przytulają nas ich. I czuję się kochana przez nich. "Egoizm nie polega na tym, że się żyje jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy" - Oscar Wilde "Wszystko jest trudne, nim stanie się proste" - Margaret Fuller 60 Odpowiedź przez luc 2012-12-20 01:41:12 luc Mistrzyni Gry Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-07-05 Posty: 21,121 Odp: Ach, te synowe...Syn mojej przyjaciółki niedawno się ożenił. Młodzi mieszkają na piętrze, rodzice na przed ślubem moja przyjaciółka powiedziała synowi, że jeżeli chce ich odwiedzać to ma pamiętać, że ma żonę i albo przychodzą razem albo wcale. On oczywiście jest mile widziany w domu rodzinnym może CZASEM wpaść sam, ale co do zasady to czas ma spędzać z jeszcze, żeby nie ważył się przybiegać z problemami do rodziców (choć raczej takich obaw nie ma, bo to fajny chłopak).Zawsze mieli bardzo dobre relacje.
W poniedziałek Daniel i Ewelina Martyniukowie uzyskali rozwód. Nie tylko podczas rozprawy rozwodowej, ale i pod sądem padło wiele gorzkich słów. Opiekę nad dzieckiem i 3200 zł alimentów zasądzono Ewelinie. Danuta Martyniuk nie może wybaczyć byłej synowej, że ta zażyczyła sobie sądowego przyznania alimentów. Choć Zenek i ona przesyłali na wnuczkę spore sumy. Do niedawna Danuta i Zenon mieli z Eweliną lepszy kontakt niż z własnym synem. Wszystko zmieniło się miesiąc temu, kiedy Ewelina dowiedziała się, że Martyniukowie ukrywają romans ich syna z Faustyną, a żona artysty sama podwozi Daniela na randki. Wtedy kobieta zagroziła, że ograniczy im kontakt z ukochaną wnuczką Laurą (1,5 r.), pisząc SMS z ostrzeżeniami. „Nigdy nie czułam się tak potwornie upokorzona… Proszę Was, abyście powstrzymali się od jakichkolwiek wypowiedzi w mediach na temat mój i Laury. Tak, jakbyśmy nie istniały... Wierzę, że niebawem pozbędziemy się nazwiska, które jest dla nas olbrzymim ciężarem i wypominaniem. Daniel nie jest godny być ani moim mężem, ani na pewno ojcem mojej kochanej córeczki. Nie jest i nie będzie przykładem, dlatego chcę jak najszybciej, aby zniknął z naszego życia” – napisała dziewczyna i dodała: „W przyszłości zastanowię się, w jakiej formie będą możliwe Wasze kontakty z Laurą, które na ten moment chcę ograniczyć, gdyż zbyt wiele bólu i cierpienia mi sprawiliście i nie mogę zrozumieć, dlaczego mnie tak traktujecie”. Ruszył proces rozwodowy Daniela Martyniuka Danuta, kiedy odczytała pod sądem SMS-y od byłej synowej, była wzburzona. – Szkoda dziecka, bo dziecko to jej krata przetargowa… Ja bym walczyła nawet, żeby zabrać wnuczkę do siebie. Daniel mógłby mieć opiekę i my przy pomocy jako dziadkowie – skomentowała wojowniczo. Szczęśliwy Daniel Martyniuk dostał rozwód
. Zgromadzenie Synów Świętej Rodziny, Jezusa, Maryi i Józefa (SF) Congregatio Filiorum Sacrae Familiae, Iesu, Mariae et Ioseph Congregation of the Sons of the Holy Family, Jesus, Mary and Joseph Congregazione dei Figli della Sacra Famiglia di Gesù Maria e Giuseppe Congregación de Hijos de la Sagrada Familia de Jesús, María y José Congregação Filhos da Sagrada Família Jesus, Maria e José Congrégation des Fils de la Sainte Famille Jésus, Marie et Joseph Kongregation die Söhne von der Heiligen Familie Jesus Maria und Joseph Data i miejsce założenia: 1864 rok - Hiszpania Założyciel: św. Jose Manyanet y Vives Liczba zakonników na świecie: 193 (w tym 136 kapłanów) Synowie Św. Rodziny obecni są w krajach: Hiszpania, Włochy, USA, Meksyk, Kolumbia, Wenezuela, Brazylia, Argentyna. Dom generalny: Hiszpania (Barcelona) Habit aktualny: Czarna sutanna z pelerynką (lub bez), przepasana czarnym szerokim pasem wiązanym z lewej strony, na piersi po lewej stronie przypięty znak zgromadzenia. Duchowość: Duchowość życia zakonnego i apostolskiego zgromadzenia opiera się na stylu życia Pana Jezusa, Maryi i Józefa w doświadczeniu osobistym i wspólnotowym. Zgromadzenie składa się z księży i braci zakonnych. Zakonnicy żyją w społeczności cechującej się silnym duchem rodzinnym, ponieważ każda ze wspólnot ma na celu odtworzenie życia Świętej Rodziny z Nazaretu, ich wspólnoty życia, modlitwy i pracy. Dlatego ich codzienność to życie nieustannej modlitwy, w braterskiej trosce i miłości, czyniąc wszystko na chwałę Bożą. Być Synami Św. Rodziny to znaczy uczyć się od Pana Jezusa, Maryi i Józefa, jak żyć mocno w wierze, w nadziei, radości i w żarliwej miłości. To doświadczenie Rodziny Nazaretańskiej zakonnicy starają się przekazywać tym, do których są posłani przede wszystkim poprzez katolicką edukację i wychowanie oraz posługę kapłańską. W Świętej Rodzinie zgromadzenie widzi nie tylko wzór życia rodzinnego, ale także postrzega ją jako pierwszą wspólnotę życia konsekrowanego. Bracia czczą i szerzą kult Najświętszej Rodziny z Nazaretu w duchu motta założyciela: Wszystko dla Świętej Rodziny, ze Świętą Rodziną, na cześć Świętej Rodziny. Działalność: Synowie Św. Rodziny realizują swój charyzmat przede wszystkim na drodze katolickiego wychowania i nauczania dzieci i młodzieży w prowadzonych przez siebie licznych szkołach, w powierzonych swojej opiece parafiach, a także prowadząc domy rekolekcyjne i grupy duszpasterskie skierowane głównie na formację rodzin i młodzieży. Tym sposobem pragną wnieść swój wkład w odnowienie zdrowego społeczeństwa opartego na Ewangelii. Historia: Założyciel zgromadzenia św. Jose Manyanet y Vives przez pierwsze lata kapłańskie pracował w kurii biskupiej. Towarzysząc biskupowi w wizytacjach parafii przekonał się, jak wiele rodzin przeżywa problemy. Dlatego zrezygnował z pracy w kurii i odtąd całe swoje życie poświęcił wychowaniu młodzieży oraz działalności na rzecz uświęcania rodzin. W Najświętszej Rodzinie z Nazaretu widział wzór dany przez Boga dla każdej rodziny, o czym chciał powiedzieć wszystkim rodzinom. Wiedział, że jest to najlepszy sposób na rozwój dobrego społeczeństwa. W tym celu, w 1864 roku w Tremp w Hiszpanii, założył zgromadzenie Synów Świętej Rodziny. Po 6 latach próby życia wspólnego i misji, w 1870 roku wraz z pierwszymi towarzyszami złożył pierwsze śluby zakonne. Członkowie mieli być apostołami Ewangelii rodziny. Ich misją było przekazywanie doświadczenia Nazaretu i świadectwo świętości osobistego życia. Zadanie to mieli realizować na drodze katolickiej edukacji i wychowania młodzieży w ścisłym posłuszeństwie pasterzom Kościoła i w jedności z nimi. W 1874 roku św. Jose Manyanet y Vives założył żeńskie zgromadzenie Misjonarek Córek Świętej Rodziny o podobnym charyzmacie. Strony www: Hiszpania: USA: Aktualizacja:
Ładowanie... Przewijaj obrazki palcem w lewo Rodzina siedzi przy obiedzie. Syn pyta ojca: – Tato, ile jest rodzajów biustów? Ojciec, nieco zaskoczony, odpowiada: – Cóż, właściwie trzy, zależnie od wieku kobiety: jak ma 20 lat są jak melony, okrągłe i twarde. Jak ma 30-40 lat są jak gruszki – wciąż ładne, ale nieco wydłużone, a po 50-tce są jak cebule… – Cebule? – dziwi się syn. – Tak, patrzysz i płaczesz. Wkurzyło to nieco żonę i córkę, która zapytała matkę: – Mamo, a ile jest rodzajów ptaszków? Mama uśmiechnęła się i odpowiedziała: – Też trzy, zależnie od wieku faceta – u dwudziestolatka jest jak dąb – twardy i potężny. Jak facet ma 30-40 lat, jest jak brzoza – elastyczny, ale niezawodny, a po 50-tce jest jak choinka na Boże Narodzenie – Jak choinka? – dziwi się córka. – Tak, drzewko jest martwe, a bombki wiszą tylko dla ozdoby… Ładowanie... Losowe Dowcipy: Pewnego dnia na świat przyszedł Jasio… Matka oficjalnie podczas porodu umarła… Lecz nieoficjalnie tylko lekarz znał przyczynę śmierci – szok związany z tym co zobaczyła: Jasio w pępku miał… złotą śrubkę. Ojciec zareagował na „złotą śrubkę” nad wymiar łagodnie. Oczywiście chodził z Jasiem (jeszcze w wieku niemowlęcym) do wszystkich możliwych specjalistów, jednakże nikt nie mógł mu odpowiedzieć: po co ta złota śrubka… Spróbował zatem pogodzić się z faktem… Jasio po raz pierwszy zwrócił uwagę na swoją „inność” w przedszkolu. Pewnego dnia zauważył, że inne dzieci nie mają złotych śrubek w pępku… Podszedł zatem do swojej pani wychowawczyni pytając – Plose pani, cemu ja mam zlotom ślubke w pempku? – Jasiu – nie mam pojęcia! – Ale jesteś normalnym chłopczykiem, nie martw się! I tak żył Jasio wyśmiewany przez wszystkim, przez cały czas zadając sobie to pytanie: Na cholerę mi ta śrubka w pępku… Swoją pierwszą miłość musiał mocno upić, żeby nie zmieniła zdania, gdy to podczas jednej z imprez zechcieli spędzić noc w sypialni rodziców… Nadszedł czas liceum, Jasio już wtedy wiedział, jaki profil klasy go interesuje: biologiczna. Wtedy też, wraz ze swoim Panem Profesorem badali dokładnie pochodzenie złotej śrubki… Nadszedł czas matury (którą Jasio, rzecz jasna, zdał bez najmniejszych problemów), a oni nadal nie mogli znaleźć odpowiedzi na pytanie: CO TO ZA ZŁOTA ŚRUBKA!!! Studia Jasio sobie obrał medyczne… Wraz z najlepszym profesorem na wydziale studiowali budowę złotej śrubki… Przeprowadzali badania, eksperymenty, jednakże nijak nie mogli pojąć przeznaczenia i zastosowania owej złotej śrubki…. W końcu profesor zaproponował Jasiowi udział w międzynarodowej konferencji medycznej, która co 4 lata gromadzi najlepsze i największe światowe sławy lekarskie. Jednakże od razu zaznaczył: niektóre badania mogą być bolesne… Poza tym nie wiadomo, jakie będą skutki uboczne… Oczywiście Jasio postawił wszystko na jedną kartę – „jeśli tak ma być, to niech tak będzie! Ja po prostu muszę wiedzieć: NA CO MI TA ŚRUBKA!” Badania trwały długo, na szczęście obeszło się bez skutków ubocznych (oprócz czasowego niedowładu prawej ręki), wyniki badań zostały przedstawione ostatniego dnia konferencji…. Wyniki badań nie przyniosły żadnego rezultatu… I tak właśnie Jasio pozostał na lodzie! Cała medycyna, cała nauka, nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie: NA CHOLERĘ JASIOWI TA ZŁOTA ŚRUBKA W PĘPKU?! Zrozpaczony Jasio zapijał się tanim whisky w półmroku pokoju, który wynajmował wraz z innymi kolegami ze studiów… Mógł pogodzić się ze śrubką, ale nie darował sobie tego, że nadal nie zna jej przeznaczenia!! Ostateczne poszedł do ostatniego miejsca, gdzie może dowiedzieć się prawdy: do kościoła…. Ksiądz, bardzo zaciekawiony, próbował studiować w starych manuskryptach o złotych śrubkach, przeszukiwał najstarsze księgi i pisma z najstarszych bibliotek, a nawet wystosował pismo do papieża (dokumentując słynną złotą śrubkę foitografiami)… Zero odzewu… Nie wiadomo, co to jest, na co to jest, do czego to służy…. Ostatnią odpowiedzią, która dobremu księdzu przyszła do głowy (jako pokrzepienie serca młodego chłopaka), było: – Jasiu – oddaj swoją duszę Bogu, oddaj swoje serce Bogu, a wyjawi On przed Tobą prawdę… Jasio oczywiście zastosował się do rady księdza, wyprowadził się na pustkowie, i tam w biedzie medytował… przez pełne 30 lat życia…. Żył w biedzie i nędzy, całkowicie odrzucił świat materialny, rozkosze cielesne, na rzecz poznania prawdy: NA CHOLERĘ MU TA ŚRUBKA?! No i umarł… Młodo, bo w wieku 60 lat… Oczywiście w nieświadomości… Poszedł Jasio do Nieba, a tam święty Piotr. Podchodzi do niego i mówi: – Proszę – całe życie poświęciłem poznaniu prawdy, poruszyłem wszystko, co mogłem, by się dowiedzieć, zrezygnowałem z całego świata, który mogłem zdobyć, bo chciałem znać prawdę – do czego służy ta złota śrubka, co mam ją w pępku? Święty Piotr wyjął złoty śrubokręt, odkręcił złotą śrubkę i Jasiowi odpadła dupa… Teść wchodzi przez bramkę do ogródka i widzi w oknie domu smutnego zięcia. Teść pokazuje jeden kciuk „up”, na co zięć z okna obydwa. Wtedy teść z pytającą miną robi „węża” ręką, a zięć odpowiada tak samo, ale dwuręcznie. Na co teść wali się w klatkę pięścią, a zięć masuje dłonią po brzuchu i obydwaj znikają. Tłumaczenie poniżej: T: Mam flaszkę! Ź: To mamy dwie! T: Żmija w domu? Ź: Są obie T: To co, pijemy na klatce? Ź: Nie, na śmietniku! Panie doktorze, mam biegunkę! – Zapiszę panu czopki. Po kilku dniach: – Panie doktorze, nic nie pomogło! – To ja zapiszę panu jeszcze jedno opakowanie! Po następnych kilku dniach: – Panie doktorze i tym razem nic nie pomogło! Proszę o jeszcze jedną receptę! – Do cholery, czy pan te czopki żre?! – A co?! Może mam je sobie do dupy wsadzać?! Lekcja historii, rozmowy na temat II Wojny Światowej. Pani pyta dzieci czy ktoś z ich rodziny żył w tym okresie. Zgłasza się Małgosia: – Moja babcia była łączniczką! – O, dobrze Małgosiu, piątka. Ktoś jeszcze? – odpowiada pani. Zgłasza się Stasiu. – Mój dziadek służył w SS! – Ooo, nie wolno tak mówić Stasiu. Jedynka! Ktoś jeszcze? Zgłasza się Jasio. – Ja! Mój dziadek służył w AK. – Brawo Jasiu, wspaniały dziadek. Piątka. Potem dzieci rozmawiają na przerwie. – Twój dziadek naprawdę służył w SS? – Jasio – Pewnie, Szare Szeregi. A twój w AK? – Tak, Auschwitz Kommando. ZOBACZ WIĘCEJ DOWCIPÓW »
synowa odciąga syna od rodziny